INFORMACJA



Zapraszam was do siebie na Facebooku :)

NOWE OPOWIADANIE, ZAPRASZAM :)

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 33: Świat skurczony do chwili

Leżała na chłodnych kafelkach. Otaczały ją pomarańczowe ściany — takie ciepłe i przytulne, wydawały się naśmiewać z jej położenia. Nieopodal widziała nieruchome ciało kobiety. Na jej twarz opadał woal czarno-siwych włosów. Nie było krwi. Szkoda. Krew to jakaś oznaka poświęcenia, jakieś wyrażenie bólu. Zaklęcia są przeźroczyste. Jakby to było dźgnięcie przez mgłę. Albo po prostu sen…
Lucjusz poszedł wszedł po schodach na górę. Wiedziała, czego tam szukał. Inny śmierciożerca pomagał wybudzić się swojemu koledze. Po chwili cała trójka była gotowa do wyjścia. W uścisku okrytych czarnym materiałem ramion spoczywało dziecko. Machało zaniepokojone rączkami i płakało, ale dźwięk tego krzyku do niej nie docierał. Cały świat dziwnie spowolniał i ogłuchnął. Była jedynie laleczką na podłodze.
Jeden z nich podszedł do niej i próbował podnieść. Nie mogła mu w tym pomóc, nawet jeśli by tego chciała. Lucjusz coś do niego powiedział, a trzymający ją śmierciożerca machnął różdżką. Uderzyła w nią chłodna fala ciemności.


Na  rozświetlonej słońcem polance stało niewysokie drzewo. Hermiona się uśmiechnęła, wzięła ostrą gałąź i przyłożyła do ciemnej kory drzewa, a potem wyryła na niej ,,działanie’’.
H.G + D.M. = zawsze
Przytulił ją.

Dziedziniec pod osłoną nocy i przykry puchem śniegu. Niespodziewanie zacisnął palce na ręce brązowowłosej i przyciągnął ją do siebie. Była zaskoczona, ale nie protestowała, pozwalając na ponowne zetknięcie się ich ciał. Zamknął oczy i złożył na ustach dziewczyny pocałunek. Jej słodkie wargi po chwili oszołomienia odpowiedziały z czułością i pożądaniem, a ręce rozpoczęły wędrówkę po jego ciele. Napełniony radością wplótł palce w jej gęste włosy, zatracając się w rozkoszy.

Hermiona wzięła płaczącą małą na ręce i zaczęła ją delikatnie kołysać. Wpatrywał się bez słowa w dziecko. Jego powieki zamrugały w szybkim rytmie. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, podchodząc do chłopaka i wychylając w jego stronę ręce z dzieckiem. Niepewnie wyciągnął dłoń i musnął nią policzek córeczki. Mała już się uspokoiła, spoglądając na nieznajomego zaciekawionymi oczkami. Przygarnął do piersi dziecko z nadzwyczajną delikatnością, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.

Jego zmysły wyrwały się z ciemności. Draco poczuł krążące w jego ciele zmęczenie oraz mokry materiał, przesuwający się delikatnie po jego rozpalonym czole. Spróbował otworzyć oczy. Po chwili się udało. Widział przed sobą mrok rozganiany jedynie światłem świecy. Jakaś kobieca sylwetka pochylała się nad nimi i dotykała jego twarzy. Po zielonych oczach poznał matkę.
— Co…? — wyszeptał i chciał się ruszyć, ale nie mógł, jakby jego ciało było w więzach.
— Spokojnie. Musisz być oszołomiony. — Kobieta starała się mówić łagodnie, jednak w jej głosie drżało zaniepokojenie. Odłożyła na bok chusteczkę, którą prawdopodobnie ocierała pot z jego twarzy,. — Bardzo cię boli?
— Tak. Cholernie. — Skrzywił się. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo jest poobijany. Wytężył pamięć, aby dowiedzieć się, co się stało, a gdy mu się udało, miał wrażenie, że krew wrze mu w żyłach.
Ojciec siłą wlał w niego veritaserum, a potem domagał się prawdy. Draco starał się stawić opór samoistnie wypływającym z ust słowom, jednak eliksir okazał się silniejszy. Wyznał wszystko. Od ,,przebrania’’ Hermionę za Pansy po zostanie tatą tej słodkiej dzieciny o oczach Malfoyów. Zdania wyrywały się z jego piersi w towarzystwie charczenia gniewu, dało się je jednak zrozumieć.  Gdy ucichły, nawet w twarzy Lucjusza — prócz zadowolenia i pogardy — zaiskrzyło się zdumienie. Szybko jednak przywołał się do porządku i twardą ręką zdzielił policzek syna. Nie mógł zatamować kipiącej z niego furii.
— A więc nadal ją kochasz, tak? — warknął, przygotowując różdżkę. Draco wcale nie bał się spojrzeć mu w oczy na znak potwierdzenia. — Zawiodłem się na tobie. Dawałem ci tyle szans, a ty je pogrzebałeś na rzecz szlamy. To już koniec. — Te słowa nawet Lucjusza trochę kosztowały. Mimo tego nie okazał litości. — Hańbisz sam siebie, za późno na ratunek. Nie będę na to bezczynnie patrzył. Nie mam już syna, rozumiesz?
Mężczyzna wyraźnie czekał na reakcję po takim wyznaniu, które potrafiło zmrozić serce. Istotnie, Draco ze smutkiem zrozumiał, że faktycznie przekroczył pewną granicę i żadne nowe układy czy przysięgi go nie ocalą. W oczach ojca już umarł. Mimo tego nie miał zamiaru dawać mu satysfakcji. Ten człowiek położył cień na całym jego życiu. Ten ostatni raz chciał odważnie unieść głowę, jak więzień, któremu zawieszają na szyję pętlę.
— A ja nigdy nie miałem ojca — wyznał, rzucając mu pełne pogardy spojrzenie. — I nie nazywaj jej szlamą.
Lucjusz zacisnął usta w wąską linię i poruszył różdżką. Na chłopaka spadł ogrom bólu; rzucił się na niego jak dzika bestia i rozszarpywał jego ciało na kawałeczki.
— Szlama! — zawołał dobitnie mężczyzna, a jego głos ociekał niewyobrażalnym jadem. Czy istniał na Ziemi człowiek bardziej zacięty na punkcie mugolaków? Czy nawet Czarny Pan nie jest aż takim ich przeciwnikiem? — Kiedy już ją dopadnę, każę ją zgwałcić naszemu skrzatowi, tylko na takiego kochanka zasługuje!
Dygoczący w cierpieniu Draco zamierzał ostrzec, że jeżeli ojciec tak postąpi, on wydrze się ze szponów śmierci, wróci na ten świat jako duch i będzie go gnębił do końca jego parszywych dni, jednak wypadające z jego ust słowa zmieniły się w jeden głośny krzyk. Następne chwile rozmazały się w bólu. Kiedy to szaleństwo wreszcie ustało, chłopak był już na skraju przytomności. Lucjusz niespodziewanie wyrwał z jego głowy garstkę jasnych włosów.  
— Dziecko… — wycharczał chłopak niemal proszącym tonem, ostatkami świadomości pojmując zagrożenie. — To twoja wnuczka…
Mężczyzna prychnął.
— Bądź pewien, że nie pozwolę żyć potomkowi z krwią szlamy.
Nim powieki Dracona opadły, ich właściciel widział odchodzącego bezwzględnie ojca…
Te wszystkie wspomnienia były jak węże wlewające mu jad do głowy. Chłopak czuł łzy w oczach. Nie mógł uwierzyć, że wykazał się taka głupotą. Był największym egoistą na świecie. Powinien zostawić Hermionę i dziecko w spokoju. Wolał już, aby jego dusza całkowicie sczerniała, niż żeby zgasły dwa światła, które tak kochał.
— Zrób coś — jęknął do matki, wciąż przyklejony zaklęciem do kanapy. Narcyza westchnęła. Jej twarz była bledsza niż kiedykolwiek, jakby ktoś oblał ją mlekiem.  
— Tak mi przykro… Zdaję się, że nałożył na mnie Imperiusa. Nie mogę cię uwolnić. Nie mogę zrobić niczego, co by ci pomogło — wyznała ze smutkiem, spuszczając oczy pod wpływem wstydu i bólu. — Zawsze jestem jego lalką. Wybacz mi…
Draco nie wiedział, co odpowiedzieć, więc jedynie spoglądał spod przymrużonych oczu na łzy, które staczały się z policzków Narcyzy. Była słaba, zawsze taka słaba. Nawet w tej ostatniej godzinie. Przez chwilę zawisła nad nimi niebezpieczna cisza. Zegar tykał zbyt głośno. Śmierć już zacierała ręce. Czy Malfoy się bał? Nie o siebie.
I nagle drzwi się rozwarły, rozdzierając też ciszę, a dźwięk ten był straszliwszy niż milczenie. Na tle srebrzącego się blasku księżyca pojawiło się kilka czarnych sylwetek. Narcyza odskoczyła od syna i oddalała się od niego o kilka kroków, jakby chciała uciec od tego koszmaru. Tak słaba…
Draco nagle oprzytomniał, a wszelkie zmęczenie stało się jedynie snem. Całe jego życie zdawało się skurczyć do tej chwili. Dwaj śmierciożercy ułożyli obok niego na kanapie nieprzytomną Hermionę. Serce chłopaka podskoczyło, czy to z ulgi, czy to z trwogi. A więc jeszcze żyła! Mógł jeszcze raz spojrzeć na jej splątane jak brązowe węże włosy, dziwnie zaróżowiony policzek i falującą nierówno pod kwiecistą sukienką klatkę piersiową. Następnie przeniósł wzrok na płaczące dziecko na rękach Lucjusza. Zacisnął pięści aż do białości.    
Mężczyzna, widząc jego pełne oburzenia spojrzenie, uśmiechnął się z drwiną, po czym zwrócił głowę w stronę swoich kolegów, oznajmiając im, że ich pomoc nie będzie już dłużej potrzebna. Śmierciożercy pożegnali się z nim i wyszli. Nawet się nie obejrzeli, jakby rezydencją nie miały zaraz wstrząsnąć morderstwa.
Lucjusz tymczasem, ignorując krzyk sprzeciwu jej ukochanego, wybudził Hermionę solidnym uderzeniem w policzek. Teraz już na obu widniał poziomkowy ślad. Zdezorientowana dziewczyna jęknęła głucho i zatrzepotała rzęsami. Na widok Dracona otworzyła szerzej oczy, w których błysnął stos różnych emocji, od ulgi po lęk. A potem spróbowała zerwać się z miejsca jak zdesperowana zwierzyna i wyrwać dziecko z rąk Lucjusza, jednak ich oprawca potraktował ją tym samym zaklęciem co syna, unieruchamiając ją na kanapie. Opadła na nią z dzikim krzykiem.
Słyszała swoje szaleńcze bicie serca, które było jak bęben, dudniący przed przystąpieniem do ataku. W momencie, gdy pani Black padła martwa na ziemię, Hermionę owładnęło jakieś otępienie. Teraz z kolei jej ciało stało się płomieniem emocji. Nie rozumiała, dlaczego znalazła się w tym koszmarze — dlaczego jest przywiązana do kanapy, dlaczego obok niej siedzi wymęczony Draco, dlaczego jej małe słoneczko trzymają ramiona tego okrutnika z lodem zamiast tęczówek. Ale liczyło się jedno — uratować tych, których kochała. Cena nie miała znaczenia. Musiała coś zrobić!
Szarpała się z całych sił, jednak niewidzialne łańcuchy nie zamierzały wypuścić jej ze swojego uścisku. Czuła, że jej twarz pokrywa czerwień wysiłku, a z oczu ściekają łzy wściekłości. Wtedy zrozumiała, że nie ma na świecie gorszego uczucia niż niemoc.  
Doleciał do niej śmiech, a raczej szpileczki śmiechu, które kuły jej serce.
— Skończyłaś już tę błazenadę, szlamo? Pokażę ci lepsze przedstawienie — zapowiedział złowrogo starszy Malfoy, wpatrując się uważnie w trzymane dziecko. Kiedy już myślała, że coś w nim drgnęło, on pokręcił głową i spojrzał na swojego syna. — Ma oczy naszego rodu. To obraza. Myślisz, że powinienem je wpierw wydłubać, nim ją zabiję?
Hermiona mogłaby przysiąc, że na moment jednego ruchu rzęs blada skóra mężczyzny zmienia się w zwęglone mięso, spomiędzy jasnych włosów wysuwają się ostro zakończone rogi, a w szarych oczach zapala się diabelski blask.  
— Błagam nie! — krzyknęła ze wszystkich sił. Jej głos musiało słyszeć pół okolicy. — Błagam, zrób ze mną co zechcesz, ale daj jej żyć! To dziecko, w niczym ci nie zawiniło! To ja, to ja, zabij mnie…
Dalsze słowa zniknęły w gorącym szlochu. Draco spróbowałby dosięgnąć dłonią jej palców i zamknąć je w uścisku pocieszenia, gdyby tylko nie był tak zajęty sypaniem w mężczyznę lawiną przekleństw. Część z nich chyba przeszła przez jego usta, ale kompletnie nie miało to znaczenia. Czuł na wargach nieprzyjemnie słony smak.
Lucjusza wydawało się bawić ich bezgraniczne cierpienie. Czerpał satysfakcję z nienawiści w ich oczach i łzach na ich policzkach.
—  Ciebie też zabiję, Granger. Wszystkich czeka śmierć, nieprawdaż? Ale najpierw nasz aniołek. Zastanawiam się, czy zrobić to zaklęciem, czy nożem. W końcu brudna krew powinna być rozlana mugolskim sposobem…
Kiedy ku mężczyźnie pomknęło czerwone światło, wydawało się, że zesłał je anioł, który ulitował się nad przyszpilonymi okrucieństwem. Ale szybko okazało się, że to nie wysłannik nieba. To Narcyza. Trzymała mocno zaciśnięte palce na wyciągniętej różdżce, jej zmierzwione włosy zdawały się tworzyć wokół niej aureolę, a zielone oczy wypełniała szaleńcza determinacja.
Lucjusz nie zdążył krzyknąć, tylko zatoczył się z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy i przewrócił się na wyłożoną drogim drewnem podłogę. Hermiona pisnęła, ale Druella na szczęście wylądowała miękko na piersi mężczyzny, płacząc jeszcze głośniej.
— To za moją matkę — wysyczała cicho Narcyza, pochylając się nad mężem i śmiało wyrywając mu dziecko z rąk. Malfoy został unieruchomiony, nie mógł nawet mówić, ale w jego oczach kłębiło się niedowierzanie i furia.
,,Nie ma na świecie gorszego uczucia niż niemoc.’’
Draco również patrzył z osłupieniem na matkę, wciąż nie wierząc, że właśnie zostali ocaleni. Drżące usta Hermiony same rozciągnęły się w uśmiechu — ni to wesołym, ni to smutnym. 
Narcyza podeszła do nich i jednym ruchem uwolniła ich od zaklęcia niewidzialnych łańcuchów. Hermiona pomyślała, że w jej twarzy widać teraz tę samą zaciętość, która zdobiła oblicze jej matki, Druelli.
— Mamo… — Draco nie umiał znaleźć słów. W końcu podniósł się i rzucił się w ramiona stojącej przed nim kobiety. Wtulił twarz w jej miękkie włosy, a dłonią pogładził główkę córeczki, która teraz pochlipywała tylko cichutko, zmęczona wcześniejszymi łzami.
Hermiona na odrętwiałych nogach również zbliżyła się do nich i ucałowała mocno policzek dziecka, potem chłodną dłoń Narcyzy, a na końcu mokre od potu ramię Dracona. Ten tylko westchnął z ulgą, czując się niemal upojony bliskością jego trzech ukochanych kobiet. Gdzieś na dnie jego umysłu kołatała się zrozpaczona myśl o losie jego babci, ale wiedział, że musi nacieszyć się tą chwilą, w której mógł brać oddech bez obawy, że będzie to jego ostatni.
Minął spory moment, nim szepnął:
— Jestem z ciebie dumny, mamo. Dziękuję, że przełamałaś dla nas lęk przed nim.
— Powinnam zrobić to już dawno — odparła cicho pani Malfoy, a jej głos zabrzmiał pewnie. — W chwili, gdy pierwszy raz cię torturował. Zamiast tego stałam i patrzyłam. Obiecałam być dobrą żoną i nie sprowadzać kłopotów, ale nie można patrzeć jak dom nagle zamienia się w piekło.
— Właśnie, jak to zrobiłaś? — Chłopak uniósł na nią pełen podziwu wzrok. — Przecież rzucił na ciebie Imperiusa.
— Tak. Nie mogłam ci pomóc i nie mogłam go zabić… Ale nie wspomniał o mojej wnuczce. — Spojrzała z czułością na dziecko pomiędzy ich dłońmi. — To myślą o niej się kierowałam, gdy rzucałam zaklęcie. I podziałało. Nie jest taki sprytny, za jakiego się uważał.
Zatracił się w okrucieństwie — pomyślał Draco.
— To dlatego go pani nie zabiła? — spytała Hermiona, rzucając szybkie spojrzenie w stronę leżącego na podłodze mężczyzny. Nawet unieruchomiony potrafił wywołać dreszcz na karku.
— Zgadza się, Hermiono. Ale myślę, że można się było obyć i bez tego. — Narcyza niemal się uśmiechnęła.
— Co z nim zrobimy? — zainteresował się nagle młodszy Malfoy i puścił swoją matkę, obracając się w stronę ojca. Co czuł, gdy widział go bezradnego, z włosami rozsypanymi po posadzce i bezsilną wściekłością w oczach?
Satysfakcję. Ale nie takie zwyczajnie zadowolenie — spełnienie. A może raczej niepełne spełnienie. Był tylko jeden sposób, aby z jego serca raz na zawsze wyrwać czarny cierń, tylko jedno wyjście, o którym w tej chwili marzył, choć było ono zbrodnią.
— Pod żadnym pozorem nie możemy go wypuszczać. Już i tak będziemy mieć kłopoty, gdy Czarny Pan się dowie o tym wszystkim — poradziła jasnowłosa kobieta, a w jej oczach zamigotał jakiś mściwy błysk.
— Jednak czy zamknąć go to wystarczająca kara? — W głosie Dracona drzemały wątpliwości. Przeniósł pytające spojrzenie na Hermionę. Dziwne, ale to właśnie od niej oczekiwał zgody. Była osobą mądrą, w której osądy nie wkrada się ciemność. To jej głos powinien wymierzyć sprawiedliwość.  
Dziewczyna spojrzała z obrzydzeniem na byłego oprawce, a potem głęboko w oczy ukochanego. Jej tęczówki wcale nie wypełniał gniew, tylko determinacja. 

— Dla takiego potwora nie ma miejsca na Ziemi. Niech jego dusza spłonie w piekle. 


Ten rozdział jest dość przełomowy. Początkowo wszystko miało wyglądać dużo inaczej, ale... jest jak jest, a ja nie jestem sobą zawiedziona. Wreszcie doszło do ostatecznej rozgrywki. Ufam, że taki przebieg spraw was ucieszył ;) Tak, w tym opowiadaniu większym wrogiem okazał się Lucjusz, a nie Czarny Pan. Kolejne dwie notki będą już bardziej spokojne, ale postaram się, byście się nie nudzili. 
Uprzedzam, że na razie nie mam napisanego ciągu dalszego, stąd brak zapowiedzi. Ale dołożę wszelkich starań, by rozdział pojawił się do dwóch tygodni. 
Czemu tak długo?
Otóż wyjeżdżam. Do Włoch :P Nie będzie mnie od 3 do 10 sierpnia
Do zobaczenia, kochani  ;)


23 komentarze:

  1. UUuu czyżby Hermiona podpisała wyrok śmierci na Lucjusza? I dobrze należy mu się. Wybacz, że wyrażenie, ale ja pierdole! Jak dowalił z tym tekstem o skrzacie domowym to zbierałam szczękę z podłogi! Masakra
    'Lucjusz poszedł wszedł po schodach na górę' tu masz błędzik
    Ogólnie dużo akcji i bardzo fajnie, ciesze się, że Narcyza stoi po stronie Draco.

    A no i przypomniało mi się o co pytałam w komentarzu, który mi się usunął pod poprzednim rozdziałem. Skoro ta historia się kończy, planujesz zacząć jakiegoś nowego bloga?

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za opinię :) Tak, też uważam, że moment z tym skrzatem jest... mocny :P
      Dzięki za wytknięcie błędu.
      Tak, planuję. Też potterowskiego, ale nie Dramione, choć wątek miłosny na pewno tam się znajdzie. Liczę, że uda mi się zacząć publikować tę historię pod koniec wakacji. Ale na razie nie zdradzam szczegółów, bo nie chcę zapeszyć.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Rozdział jak zawsze genialny :-)
    Nie mogę doczekać się następnego :-)
    Miłej wycieczki do Włoch !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i życzenia ^^

      Usuń
  3. Rozdział jest po prostu wspaniały ♥ Tak się ciesz, że już nikomu nic się nie stało, a Lucjusz, to bym gołymi rekami udusiła :D
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny, po raz pierwszy zdarzyło mi się czytając opowiadanie, popłakać z ulgi ;) Mam nadzieję, że teraz już wszystko potoczy się pomyślnie. Hermiona bezduszna? Trudno, Lucjuszowi się należało ;P. Zastanawiam się tylko, w jaki sposób i kto go zabije, bo dla Draco to chyba za wiele?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popłakać z ulgi? O rany, tego się nie spodziewałam ;) Dziękuję bardzo za miłe słowa. Hermiona jest nie tyle bezduszna, co... twardsza. W końcu bohaterowie niejedno już wycierpieli od Lucjusza. Hm, nie chcę się wygadać, ale wydaje mi się, że zabicie ojca przyniosłoby Draconowi jakiś spokój...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Jeju, nowy rozdział!
    Pochłonęłam go w ciągu minuty normalnie (pewnie trochę dłużej ale zaczytałam się, więc szybko zleciał czas :D).
    Emocje, emocje, emocje.. emocje wylewają się z tego literami.
    Miałam dreszcze normalnie...
    Stwierdzam, że Lucjusz jest nienormalny i niech gnije w Azkabanie! :D
    Strasznie się cieszę, że Narcyza stanęła wreszcie po stronie Draco, i uratowała młodych i maleństwo <3
    Hermiona jest odważna. Zresztą, która by matka nie chciała poświęcić swojego życia, za życie swojego dziecka? A jednak dla mnie to było piękne i wzruszające.. :)
    Jej, no i wreszcie Draco, Hermiona i Druella są razem! Łiiii! Ale się ciesze :3
    Rozdział świetny, wzruszający, magiczny.
    Nie mogę sie doczekać kolejnego rozdziału :)
    Miłej wycieczki! :D
    droga-do-milosci.blogspot.com/

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zdołałam wzbudzić emocje :) Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  6. Tym rozdziałem pobiłaś samą siebie.
    Lucjusz jest naprawdę okrutny.
    Nie mogę uwierzyć, że chciał zabić własną wnuczkę.
    Trzeba być prawdziwym potworem bez serca.
    Przez moment naprawdę się bałam że zrobi jej coś złego.
    Biedny Draco nie mógł nic zrobić niz tyko się temu przyglądać.
    Na całe szczęście Narcyza przełamała Imperiusa, ale dzięki temu uratowała swoją wnuczkę i pozostałych.
    Naprawdę jestem bardzo godna podziwu tej kobiety.
    W ogóle cały rozdział napisany był z taką wielką pasją i niezwykłą odwagą że jestem pod wrażeniem.
    Jestem też ciekawa jaki będzie finał tej historii.
    Mam nadzieję że nie zakończysz swej przygody z dramione, gdyż powieści o nich wychodzi ci naprawdę fantastycznie.
    I życzę Ci dalszych przyjemnych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :) Tak, przy tym rozdziale naprawdę chciałam się postarać. Jak to już pisałam, był przełomowy.
      Mówiąc szczerze, potrzebuję odpoczynku od Dramione. Chyba zbyt długo siedziałam nad tą historią. Nie chcę wykluczać napisania czegoś jeszcze o nich, ale jak już, to za długi czas.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. To znów ja - tym razem jednak już piszę z konta, o którym sobie przypomniałam :)
    Bardzo się cieszę, że sprawiłam ci radość moim komentarzem pod ostatnim rozdziałem. W tym również nie braknie komplementów na temat tego, jak piszesz.
    Zacznijmy od Lucjusza, który jest moją ulubioną postacią w twojej historii. Przedstawiłaś go świetnie - jako istną bestię, która nie boi się zabić własnej wnuczki. Kawałek o wydłubaniu jej oczu był fenomenalny, dodał scenie grozy, której i tak już tam nie brakowało. Jego bezduszność jest cudowna, choć wiem, że to co piszę jest zupełnie bez sensu - Lucjusz, czarny charakter, dla mnie jest cudowny i jest moją ulubioną postacią. Mój umysł mnie zadziwia.
    Zawsze postrzegałam Lucjusza inaczej. Miałam zdanie, że nie był taki, za jakiego wszyscy to uważają. W końcu Dracon to jego syn, musiał go kochać. Sądziłam, że to Mroczny Znak go zmienił, że ma wpływ na zachowanie śmierciożercy i na kompletną zmianę jego uczuć, zachowania - tak właśnie też wygląda mój Lucjusz, z mojego opowiadania. Cholera, jak zwykle muszę dorzucić swoje trzy grosze i jak zwykle muszę zboczyć z głównego tematu. Wracając: tak zawsze wyobrażałam sobie Lucjusza Malfoya.
    Jednak ty przedstawiłaś go od początku do końca jako bestię rządną krwi. Genialnie ci to wyszło, czytając ten rozdział dosłownie czułam te wszystkie emocje, towarzyszące bohaterom. To dla mnie jest najważniejsze w opowiadaniu - aby czytający mógł na własnej skórze poczuć to, co autor chce przekazać. Jaka szkoda, że nie potrafię tak pisać!
    O Druelli nie wiele mogę powiedzieć, ponieważ w tym rozdziale jej nie było. Jednak była postacią świetnie przez ciebie wykreowaną, ciepłą i troskliwą, jak i odważną. Żadnych uwag.
    Hermiona i Draco.. coś cudownego. Bardziej skupiałam się na wyczynach Lucjusza, niż na tej dwójce, jednak śmiało mogę stwierdzić, że czytając, jak Dracon leży, nie potrafiąc się ruszyć ani nic zrobić, aby powstrzymać ojca przed zabiciem własnej wnuczki.. po prostu, ach, chciałabym napisać coś błyskotliwego, jednak nie potrafię ująć słowami tak pięknie opisanych emocji targających młodego Malfoya.
    W końcu! Narcyza! Nawet nie wiesz, jak wyglądałam, kiedy doszłam do momentu, w którym unieszkodliwiła swojego męża. Cudowna scena, a jaka zaskakująca!
    Patrząc na to z góry, wyszło ci to fenomenalnie - a żeby być szczerą, przyznam, że przez cały rozdział jedną dłonią zakrywałam sobie usta, a drugą scrollowałam w dół, starając się jak najszybciej pochłonąć całą treść. Moje oczy wyglądały jak pięciozłotówki, a kiedy Narcyza wkroczyła do akcji, złapałam się za czoło, otwierając szeroko usta, z których po chwili wypływały takie zdania jak: "no nie wierzę! Cholera jasna!", "no nie no, bez jaj, umieram", "kuźwa mać, ale emocje!" oraz finałowe "gnoić go! Ja mu zaraz przypierdole, zobaczycie!". Wybacz te przekleństwa, no ale cóż, zestresowałaś mnie! Pod koniec tylko opadłam na fotel, potrząsając dłońmi i śmiejąc się do siebie z moich reakcji :)
    No cóż, to chyba na tyle - ale ze mnie gaduła.
    Pisałam w poprzednim komentarzu o moim opowiadaniu, które grzeje szufladkę na moim lapku od ponad miesiąca - ujrzało światło dzienne. Na razie postarałam się ogarnąć wstępnie i wstawiłam pierwszy rozdział, oczywiście serdecznie zapraszam! :)http://obliviate-me-please.blogspot.com/
    Jezus, jaka reklama, shame on me!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, Twój komentarz po raz kolejny sprawił, że mam ochotę skakać z radości. Dziękuję za każde miłe słowo! To miło wiedzieć, że choć historia dobiega końca, wciąż może wywołać emocje :)
      Jestem zaskoczona, że tak spodobała Ci się postać Lucjusza. Prawdę mówiąc, nie planowałam, że wyjdzie mi z niego taka bestia. Cieszę się, że Ci się to spodobało. W sumie ja też lubię o nim pisać, bo jest naprawdę czarnym charakterem. Ale jak czytałam książkę, wyobrażałam sobie Lucjusza tak jak Ty. Moja wersja jest trochę dziwaczna i przebarwiona, ale przynajmniej dodaje tempa akcji ;)
      Nie szkodzi, masz prawo się zareklamować. Jestem trochę zajęta, a wraz z rokiem szkolnym będę jeszcze bardziej, ale zajrzę na Twojego bloga :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  8. A jednak nasza kocha Cyzia się przełamała :) Tylko żeby nie zginęli, żeby nie zgineli....

    dramione-granger-malfoy.blogspot.com
    clamatis-quietos.blogspot.com
    swiecathecandle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz ;) Hm, wszyscy muszą kiedyś zginąć...

      Usuń
  9. Super! Zakochałem sie w tym :D
    Zapraszam do mnie. Na razie jest tylko prolog.
    kiss-me-and-tell-me-a-lie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. *zakochałam
    Telefon dziwnie mi poprawił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jeśli to nie jest tylko spam.

      Usuń
  11. Kiedy weszłam na tego bloga wydał mi się być znajomy. Dlaczego? Bo mam go w zakładkach od bodajże trzeciego rozdziału ;)
    Co do opowiadania: cudowne, wybitne, doskonałe, fajne, ciekawe, wspaniałe... Jak na razie więcej epitetów nie przychodzi mi do głowy. :)

    Cieszę się, że Narcyza przełamała Imperiusa i uratowała ich! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)

    Kathleen Evanesca
    z
    http://dramione-z-innego-swiata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od trzeciego rozdziału? Wow, długo. Cieszę się, że zechciałaś przeczytać moje opowiadanie i bardzo dziękuje za każdy epitet ^^
      Pozdrawiam.

      Usuń

Obserwatorzy