INFORMACJA



Zapraszam was do siebie na Facebooku :)

NOWE OPOWIADANIE, ZAPRASZAM :)

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 29: Burza ognistych łez

Błędny Rycerz nie grzeszył ostrożnością, zatrzymując się z piskiem opon – fioletowa smuga prędkości zmieniła się w stateczny kształt pojazdu, którego drzwi zaraz się rozwarły.
Hermiona postawiła stopy na chodnikowej kostce, pokrytą wilgotną warstwą potu ręką ściskając uchwyt walizki. Magiczny autobus ruszył w dalszą drogę, ale ona nawet nie obejrzała się za siebie, rozpostartymi z poruszenia oczami spoglądając na znajomą okolicę.
Promienie słońca okalały rządki jasnobrązowych domów jednorodzinnych, a obraz ten przywodził na myśl scenę z utęsknionego snu. To niesamowite, że wszystko tu trwało zgodnie z zapamiętaniem, choć poza obrębem tej dzielnicy grzmiała nadchodząca wojna.
Dziewczyna powoli przekręciła głowę w lewo. Pragnęła w tę stronę skierować kroki, bo wówczas znalazłaby się przed domem rodziców. Znów ujrzałaby ich twarze napawające ją siłą. Utonęłaby w ich ramionach i przeprosiła za wszystko. Gdyby tylko mogła…
Westchnęła głęboko, otarła zbłąkaną strużkę łez z policzka i, aby nie musieć dłużej opierać się pokusie, ruszyła w prawo.
Nie minęło pięć minut, kiedy stanęła w cieniu pomalowanego na szaro domu, górującego rozmiarami nad wszystkimi w okolicy. Otaczały go metalowe pręty ogrodzenia, a zanim ciągnął się pas dziko rosnących traw, których jeszcze ludzka ręka nie zdołała zniszczyć.
Domostwo nic nie zmieniało się od czasów, kiedy Hermiona po raz pierwszy stanęła na jego progu u boku małego Dracona.
Dziewczyna ostrożnie położyła dłoń na klamce furtki, ale ta pozostała niewzruszona wobec pociągnięć. Nawet nie drgnęła.
- Nie spodziewałaś się chyba, że pozostawię dom bez zaklęć ochronnych?
W drzwiach budynku pojawiła się wysoka i szczupła kobieta, która z założonymi rękami na piersiach przyglądała się poczynaniom brązowowłosej. Panna Granger błyskawicznie uniosła głowę, mierząc spojrzeniem pokrytą zmarszczkami twarz, która niewątpliwie kiedyś musiała lśnić urodą – obecnie pozostał tam tylko jakiś cień dumy. Włosy pani Black zostały spięte w kok i były splotem bieli oraz czerni, z przewagą tego pierwszego koloru. Pomalowane na czerwono usta rozciągały się w nieznacznym uśmiechu.
Policzki dziewczyny oblały się małym rumieńcem, a ona sama doznała niezbyt przyjemnego poczucia, że znów jest małą, głupiutką dziewczynką.
- Nie ma się przecież pani czego obawiać – odpowiedziała na słowa, które zdawały się paść wieki temu. Brązowowłosa odkleiła dłoń od klamki i przyjęła wyprostowaną postawę, chcąc udowodnić, że dorosła i nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi.
-   Na wojnie można się wszystkiego spodziewać. Uwierz mi, pamiętam czasy, w których Czarny Pan po raz pierwszy doszedł do władzy. – Jej szare oczy pociemniały. - Nawet członek czystokrwistej i wiernej mu rodziny nie miał pewności, że jest bezpieczny. Poza tym ostrożność to jedna z moich cech. Może dzięki niej jeszcze żyję.
- No, na pewno nie zaszkodzi – przyznała Hermiona, trochę uspokojona faktem, że dom Druelii chroni balon zaklęć. Uśmiech kobiety z nieznanych przyczyn się powiększył.
- Miło mi cię znowu widzieć, Hermiono Granger. Możesz wejść.

Wnętrze też się niewiele zmieniło z umeblowania, a w powietrzu nadal dryfował lekki zapach ziół, nad którymi Druella lubiła eksperymentować.
Hermiona otrzymała jeden z trzech pokoi na górze. Nie był on może duży, ale sprawiał wrażenie przytulnego, a okno wychodziło na naturalną część okolicy. To najwięcej, na co w obecnych czasach mogła liczyć.
- Dziękuję – szepnęła w stronę kobiety, kiedy już zlustrowała spojrzeniem całe pomieszczenie. Pani Black skinęła głową i wyszła bez słowa.
Hermiona nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni zachodziła w głowę, jak wygląda oczami Druelii. Czy była dla niej dziewczyną, której warto pomóc czy nic nie znaczącą pomyłką jej wnuka? Ten obojętny wyraz twarzy mógł oznaczać wszystko. Gryfonka miała w sobie jeszcze na tyle wrażliwości, aby przejmować się zdaniem jej chlebodawczyni. Musiała jednak pamiętać, iż Draco ufał swojej babci, a zatem ona także nie powinna się obawiać, że kobieta poda jej truciznę zamiast herbaty.
Początkowe dni w tym irracjonalnie obcym domostwie nie były dla Hermiony najłatwiejsze – gryzła ją kołdra, a ściany wokół niej zdawały się zacieśniać jak pętla na szyi skazanego. Nie pomagała także postać Druelii, która poza uprzejmością nie zdradzała żadnych uczuć. Rozmowa pomiędzy nimi także nie chciała się kleić. Każda oddawała się własnym myślom i troskom – były dla siebie jak duchy.
Podczas pewnego obiadu, który został ugotowany z przyprawką starania, dziewczyna wbiła wzrok w jedzącą nienagannymi ruchami panią Black.
- Czy lubi być pani samotna? – spytała Hermiona, starając się, aby jej głos odwzorowywał neutralny ton Druelii.
Kobieta połknęła kęs mięsa i przeniosła spojrzenie na pytającą, podczas gdy jej brwi zmarszczyły się lekko.
- Jestem samotna od wielu lat. Kiedy Cygnus, dziadek Dracona, zginął podczas ostatniej wojny, zostałam wdową i przestałam odczuwać chęć kontaktu z innymi ludźmi.
- Przykro mi. – Hermiona nie chciała, aby na taki tor weszła ich rozmowa. Teraz jednak musiała drążyć dalej, aby nawiązać jakąś więź z kobietą. - Po której stronie walczył?
- Po obu. Początkowo odpowiedzieliśmy się za Voldemortem, ale po jakimś czasie zrozumieliśmy, że ten człowiek to samo zło. Szedł  do celu, choć jego ścieżka wyścielała się coraz większą ilością trupów. – Choć Druella niemal się wzdrygnęła, jej głos był głośny i silny. Oczy kobiety patrzyły się nieprzytomnie w rozmówczynię. - W końcu namówiłam Cygnusa do zmiany strony. Nigdy nie byliśmy w Zakonie – zbyt wiele budziliśmy wątpliwości. Ale Cygnus oddał życie za sprawę Dumbledore’a i jego popleczników.
- Pani nie walczyła? – Hermiona czuła, że coś ją szarpie za serce.
- Walczyłam, ale tego dnia… nie było mnie z nim. Po wojnie przeprowadziłam się do tej mugolskiej dzielnicy, zabarykadowałam się w tym domostwie przed resztą rodziny i starałam się jakoś żyć, choć każdy dzień był jak sen. Zły sen. – Druella westchnęła ciężko, a jej oczy napełnił smutek. Wydawała się teraz drobniejsza. - Bardzo lubiłam odwiedziny Dracona. Był moim małym światełkiem. I ty także, Hermiono. Wasz śmiech sprawiał, że czułam, iż oddycham. Pewnie zastanawiałaś się, czy mi ufać. Otóż nienawidzę Voldemorta tak samo jak ty, bo również odebrał mi kogoś, kogo kochałam. A jeszcze bardziej nienawidzę wojny. Nieważne po której stronie walczysz, śmierć tylko czyha na twoje potknięcie. – Zdecydowanie w spojrzeniu babci Dracona zmieniło się w żal.
Opadł na nie całun ciszy.
- Boję się o Draco – wyznała w końcu Hermiona, z troską przejeżdżając dłonią po blacie stołu, jakby wyobrażała sobie, że drewno jest skórą ukochanego. - Nie wiem, czy gdyby on… zginął, zachowałabym na tyle odwagi, aby żyć dalej, bez niego.
- Młodzi chłopcy to ulubione ofiary wojny – rzuciła cicho pani Black, a potem uśmiechnęła się smutno. - Wybacz. Wiem, że jestem zgorzkniała.
- To zrozumiałe. – Dziewczyna odchrząknęła, aby przegonić gulę w gardle. –Przynajmniej nie boi się pani mówić otwarcie o śmierci.  
- Nie uważaj siebie za mniej odważną, Hermiono. – Niespodziewanie pomarszczona, ale zgrabna dłoń Druelii nakryła zimną rękę panny Granger. - Trzeba mieć sporo siły, aby walczyć o zakazaną miłość.
 

Potem było już lepiej. Tamta rozmowa otworzyła nieco na siebie obie panie. Zaczęły witać się lekkimi uśmiechami, częściej nawiązywać konwersacje, a nawet wspólnie urzędować w kuchni. Pani Black nadal nie potrafiła wyzbyć się z siebie nutki chłodu i przygnębienia, jednakże w jej oczach nieraz pojawiały się wesołe ogniki. Hermiona podejrzewała, że odzwyczaiła się już od towarzystwa, a obecna odmiana była dla niej całkiem przyjemna. Ona także zaczynała przywiązywać się do tej skrytej przed wojną rezydencji. Często zdarzało jej się spoglądać w stronę jej rodzinnego domu albo wypatrywać na ulicy znajomych twarzy rodziców, jednakże miała poczucie, że w razie potrzeby jest ktoś, kto wyciągnie do niej pomocną rękę.
W środku lipca, kiedy nieświadome ponurych czasów słońce zalewało okolicę złotem, u progu jej nowego domu zjawiły się trzy osoby. Hermiona szybko rozpoznała ich twarze i poprosiła Druellę, aby wpuściła przybyszów do środka. Wtedy od razu rzuciła się im na szyję. Z ulgą zaobserwowała, że w uścisku Rona nie ma już żadnego podtekstu.
- Co u Luny? – zapytała go przy okazji. Chłopak rozchylił wargi w mimowolnym uśmiechu, z którym wyglądał naprawdę ładnie.   
- Póki co jest bezpieczna. I wciąż nie traci humoru – przyznał. No tak, w obecnych chwilach takich osób trzeba było szukać ze świecą.
Hermiona skinęła zadowolona głową i zaprowadziła gości do salonu. Druella w wyrazie uprzejmości przyszykowała im herbaty, ale nie przyłączyła się do rozmowy, zostawiając przyjaciół samych. Na początku rozmawiali o życiu codziennym, które teraz nie było wcale takie zwyczajnie, jakby się mogło wydawać z nazwy. Panna Granger wyznała, że mieszkanie u pani Black wcale nie jest złe i że ukrycie się tutaj należało zaliczyć do udanych pomysłów. Potem Ginny opowiedziała trochę o napiętej sytuacji w domu Weasleyów. W końcu jednak musiało paść to pytanie.
- Idziesz z nami? – Harry wbił w przyjaciółkę uważny wzrok.
Hermiona przed zaśnięciem zawsze myślała o misji zniszczenia horkruksów. Były chwile, w których z determinacją zaciskała pięści i chciała dołączyć do przyjaciół. Nadciągały także momenty niepewności. Jeżeli odmówi, poczucie złamanego obowiązku będzie drapać jej serce. Jeżeli się zgodzi, coś w niej zawyje z żalu. Prawda była taka, że wciąż liczyła na jakiś korzystny układ zdarzeń, który pozwoli jej dostać się do Dracona.
Teraz jednak musiała podjąć ostateczną decyzję. Druella radziła jej, aby została, bo jeśli któryś ze śmierciożerców odkryje jej ,,zmartwychwstanie’’, konsekwencję mogą odbić się na Draco. A tego nie chciałaby pod żadnym pozorem. Nie po to odstawiała to haniebne przedstawienie z Pansy, aby teraz się ujawniać.
Obrzuciła smutnym spojrzeniem siedzących naprzeciwko niej przyjaciół i ze zdumieniem okryła, że coś się w nich zmieniło. Nie, nie chodziło o błysk zmęczenia w ich bladych twarzach. Miała na myśli nową aurę, która unosiła się niewidoczna dla oczu nad trójką. Była w niej przyjaźń, ale także coś więcej. Zrozumiała, że połączyli się oni ze sobą twardym łańcuchem zżycia. Stali się paczką, która zaczynała się na nią zamykać. To nie była ich wina. Przez ostatnie wydarzenia Hermiona zaczęła od nich odstawiać, zajmować myśli Draconem i wyznaczać sobie inne priorytety. Oni zaś byli ludźmi Zakonu Feniksa, młodymi wojownikami, trójką wybranych. Miejsce brązowowłosej już nie było wśród  nich – zajęła je Ginny. Ona zaś wybrała inną ścieżkę – równie ciemną, ale nasączoną ciężarem uczucia.  
Dlatego teraz wypadające z jej ust słowo wydawało się lekkie.  
- Nie.
Oczywiście przyjaciele nie wyglądali na szczęśliwych. Ron spuścił zawiedzony głowę, a Ginny zacisnęła ze smutkiem usta. Ale Harry jedynie skinął głową – on wiedział, domyślał się stanowiska Hermiony już od jakiegoś czasu. I ten fakt nie budził w nim złości. Szanował decyzję przyjaciółki, a ona była mu wdzięczna za zrozumienie. Czasami w przyjaźni należało także odpuścić.
Harry wręczył jej złotego galeona.
- Czy to jest…?  - spytała dziwnie poruszona.
- Tak. Zaczarowana moneta. Twój wynalazek. W Zakonie Feniksa zrobił furorę. – Chłopak posłał jej ciepły uśmiech, a potem jego spojrzenie spoważniało. - Chcę, abyś jedną z nich miała przy sobie. Kontaktowanie się przez sowy jest zbyt ryzykowne. Gdybyś chciała nam coś przekazać… użyj jej.
- Dobrze, Harry. Dziękuję.
Czuła się spokojniej, wiedząc, że będzie istniła jakaś nić, wiążąca ją z przyjaciółmi.
Cała czwórka spędziła ze sobą jeszcze trochę czasu, wdając się w rozmowy i śmiejąc co jakiś czas. Kiedy za oknem pociemniało, goście zaczęli się z żalem zbierać. Hermiona pocałowała każdego z nich w policzek, życzyła szczęścia, a potem spuściła wzrok, aby ukryć kłębiące się w jej oczach łzy. Przez długi czas miała jeszcze w głowie echo ich głosów i ciepło policzków.
Czy już wtedy przeczuwała, że powinna zostać?



Drzewo wciąż stało na swoim miejscu, a wśród niego pałętały się liście wspomnień. Jego pień trochę pogrubiał i urósł na długość, ale wśród bruzd kory nadal dało się odczytać nietypowe działanie pozostawione przez dwójkę małych przyjaciół.
,, H.G+D.M. = zawsze’’
Hermiona wpatrywała się na ten napis jak urzeczona, stojąc pośrodku kwiecistej polany za domem Druelii. Dopiero po kilku tygodniach odważyła się postawić stopę w tym miejscu. Wiedziała, że w jej serce będzie wbijał się stos szpilek bólu, ale jednocześnie ogarnie je słodki wiatr wzruszenia. Jak przez kotarę mgły przypominała sobie moment, w którym gałęzią rzeźbiła po korze, a Draco przyklaskiwał jej uśmiechem. Odżywały w niej wspomnienia, leżące gdzieś pośród trawy i w cieniu drzewa – ta łąka była ich ulubionym miejscem spotkań, gdzie pod płaszczem ciszy i promieni słońca mogli porozmawiać na wszystkie tematy.
Jej rozmarzone oczy zalśniły od łez.
Byli wówczas tacy głupi i naiwni, ale jakże szczęśliwi! Chciała cofnąć się w przeszłość, ukraść zmieniacz czasu i powrócić do chwil dziecięcych, gdzie wszystko wydawało się wyścielone łatwością. Wówczas inaczej by to rozegrali. Lucjusz nigdy by się nie dowiedział o ich przyjaźni, a Draco nigdy nie musiałby męczyć się z nakazem zabicia jej…
Od tego czasu przychodziła na polankę niemal każdego dnia. Siadała przy drzewie i pogrążała się we wspomnieniach, czując się jak staruszka, która przeżyła już wiele i teraz pozostały jej jedynie obrazy w głowie.
Druella z niejakim zaniepokojeniem obserwowała jej wycieczki na łąkę. Bała się, że dziewczyna z tęsknoty popadnie w jakiś obłęd. Jej rana na sercu po stracie ukochanego już zakrzepła, ale u Hermiony nadal tryskała krwią. Kobieta z coraz większym trudem spoglądała na cierpiącą w milczeniu podopieczną. W końcu postanowiła wyrwać się z bezczynności.


Kiedy emocje nas przytłaczają, nieraz zatapiamy się w materacu łóżka i zaciskamy oczy. Draco również szukał pocieszenia na miękkiej pościeli i starał się zagłuszyć krzyczący głos, który świdrował mu czaszkę. Nie, to nie był krzyk, tylko pełne bólu wycie, które powinno wydobywać się z gardła zwierzęcia, a nie człowieka. Co dziwne, nie pamiętał rysów twarzy torturowanego w salonie nieszczęśnika, ale jego głos utkwił mu w pamięci, choć ucichł dobre kilka minut temu wraz z zastygnięciem ciała cierpiącego. Lucjusz lubował się w zadawaniu bólu na salonowej posadzce i bardzo często kazał Draconowi być świadkiem jego ,,przesłuchań’’. Nieraz chłopak myślał, że widok wijącego się na ziemi człowieka wywoła w nim wymioty, jednakże ostatecznie nigdy nie zwracał zawartości żołądka. I całe szczęście, bo ojciec nie byłby zadowolony z jego słabej psychiki.  
Draco widział już w swojej haniebnej branży śmierciożercy kilka torturowań i śmierci, ale nigdy jeszcze nie zadawał ich własną różdżką. Czuł jednak, że to niebawem nadejdzie – wizja stania się ponownym mordercą wisiała nad nimi niczym czarne chmury.
Od zakończenia roku Voldemort nie zawitał jeszcze u ich progu i chłopak modlił się, aby nigdy do tego nie doszło. Wiedział, że wizyta tego diabła zawsze zostawia po sobie zimny wiatr, który chłodzi duszę.  
Najbardziej martwił go jednak Snape. Ten podstępny gad, przeklęty morderca, który umiał tylko zdradzać. Mężczyzna rzadko bywał w domu Malfoyów, ale póki co jeszcze nie wydał Dracona. Taka niepewność doprowadzała chłopaka do szału. Nie miał pojęcia, co kryje się za tą niewzruszoną twarzą. Przecież Mistrz Eliksirów znał prawdę – wiedział, że blondyn wcale nie zabił Hermiony i jest przeciwny stronie śmierciożerców. A jednak milczał. Może nie widział interesu w wydaniu tego sekretu, może wiązała go jakaś tajemnicza przysięga wierności Dumbledore’owi, a może zwyczajnie czekał na odpowiedni moment. Draco mógł jedynie czekać na jego ruch, drżąc z obawy. Zastanawiało go stronnictwo Snape’a. W końcu to on odkrył, że Hermiona podszywa się pod Pansy – dlaczego poleciał z tym do zmarłego dyrektora, a nie do Czarnego Pana? Czyżby tkwiła w nim jakaś iskierka dobra? Ale zaraz pojawiało się przypomnienie bezwzględnego morderstwa Dumbledore’a. Wówczas Snape się nie wahał. To odsłaniało, kim naprawdę był.
Nagłe jego rozmyślania przerwało wołanie z dołu. Głos na szczęście należał do matki. Zaniepokojony chłopak zwlókł się z łóżka i powoli zszedł na dół. Ku jego zaskoczeniu w salonie siedziała babcia Druella.
- Co…? – wyszeptał i przez jedną chwilę jego oczy zapełnił strach. Czyżby Hermionie się coś stało, czyżby wszystko się wydało?
Ale przybyszka nie wyglądała na strapioną – wpatrywała się w niego spokojnym wzrokiem. Obok niej siedziała jej córka – Narcyza. Ta również miała w oczach zaskoczenie.
- Babcia nas odwiedziła. Przywitaj się – odezwała się jego rodzicielka nieco nerwowym tonem. Nic dziwnego. Druella ostatni raz przybyła do ich domu trzy lata temu na święta. Przez resztę czasu komunikowała się z nimi poprzez listy. Jej wizyta obleczona była w zaniepokojenie.
- Witaj, babciu – szepnął Draco i pocałował ją niepewnie w policzek. Ze zdumieniem dostrzegł w jej oczach niezwykle ciepło, a w gardle poczuł dziwne drapanie. Dawno już nie widział swojej ukochanej babci. Zapomniał, jak bardzo lubił przebywać w jej obecności.
Dopiero teraz pojął, że nie przyszła tutaj w zwykłe odwiedziny. Coś się stało.
- Witaj. Przyszłam do was, bo ta samotność mnie przytłacza. Poza tym wojna… boję się, że może wam się coś stać – wyjaśniła kobieta szczerze zatroskana. Narcyza skinęła głową z poważną miną i poszła zaparzyć im kawę. Draco z ulgą zorientował się, że Lucjusz opuścił dwór – pewnie poszedł na jakieś spotkanie z kolegami z fachu. Albo mieli tak wielkie szczęście, albo Druella miała dobre przeczucie.
Babcia wykonała szybki ruch – sięgnęła do kieszeni i podała mu zwiniętą kartkę papieru. Skinięciem głowy dała znać, aby ją przeczytał. Draco starał się to zrobić jak najprędzej.
Hermionie nic nie jest, ale bardzo za tobą tęskni. Pomyślałam, że chciałbyś ją odwiedzić. Możesz dziś zostać u mnie na noc. Narcyza powinna się zgodzić. Drugiej takiej okazji nie będzie.
Coś wykonało radosnego koziołka w jego sercu. Spojrzał kobiecie w oczy i pokiwał energicznie głową.
Narcyza faktycznie nie sprawiała problemów. Trochę zdziwiła ją ta propozycja, ale wobec swojej matki nie była podejrzliwa, a zatem zgodziła się na jedną noc u babci.
Draco od dawna nie czuł się tak szczęśliwy.



Druella nie powiedziała dokąd idzie. Hermiona uznała, że kobieta nie ma obowiązku spowiadania się jej ze wszystkiego, a zatem po prostu wzruszyła ramionami i poszła odwiedzić swoją polankę. Słońce już zaszło, a ona nadal siedziała zamyślona wśród trawy, jakby była duchem, zawieszonym pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Miała świadomość, że zachowuje się obsesyjnie, ale… echo wspomnień było lepsze niż pustka.
Nagle usłyszała gwałtowne wciągnięcie powietrza – i to nie przez nią. Obróciła głowę, a ktoś w tym samym momencie położył jej dłoń na ramieniu. Wydała z siebie okrzyk zdumienia.
Przed nią stał Draco. A może raczej jego wspomnienie. Wyglądał tak samo jak ten z rzeczywistości – identyczna jasna grzywka na czole, dumna postawa ciała, oczy barwy szarego nieba, które obecnie dziwacznie się rozszerzały z zachwytu. Niestety wiedziała, że dotyk jego dłoni nie jest prawdziwy. Tak silnie o nim myślała, że już zaczęła sobie go wyobrażać stojącego przed nią, jak gdyby nic się nie stało. Jak gdyby nigdy się nie rozstali.  
- Tak się cieszę – wyszeptał tymczasem ulepiony z iluzji chłopak i porwał jej oszołomioną postać w ramiona. Jego uścisk był dziwnie materialny, a ciepło ciała dziwnie prawdziwe, ale przecież to nie mogła być rzeczywistość.
- Przestań – jęknęła utrapiona, starając się sprawić, aby wytwór zniknął i nie dręczył jej serca. Draco spojrzał na nią z przykrym zdumieniem, puszczając jej ciało.  
- Co się stało?
- To, że nie jesteś prawdziwy… - Spuściła przygniecione smutkiem oczy.
- Oczywiście, że jestem. – Uniósł do góry jej podbródek, nie kryjąc cienia figlarnego uśmiechu, który tak kochała. - Hermiono, Druella mnie tutaj ściągnęła. Udało jej się przekonać moją mamę na jedną noc. Też mi się wydaje, że  to tylko cudowny sen…
Dziewczyna zadrżała z radości. W jej oczach coś zabłyszczało, podczas gdy on odnalazł jej usta i pocałował je namiętnie. Świat pogrążał się już w ciemności nocy, ale dla nich chyba jeszcze nigdy nie było jaśniej.
- O mój Boże, tak tęskniłam – wyszeptała, wtulając się w jego ramię. Draco w odpowiedzi ucałował ją w czubek głowy.
 


Druella przygotowała im kolację, zupełnie tak jak za dawnych czasów. Siedzieli razem przy stole, a ich usta same się uśmiechały. Kobieta również wyglądała na szczęśliwą. Radość i czułość w twarzach tych młodych była dla niej jak miód na smutek.
Po posiłku udali się do pokoju Hermiony. Dziewczyna zajęła miejsce na łóżku, a on na jej krześle. Obydwoje czuli, że dzisiejszej nocy nie zmorzy ich sen. Każda wspólna minuta była na wagę złota.
- Podoba ci się tutaj? – spytał pierwszy chłopak, troskliwie marszcząc brwi. Skinęła ochoczo głową.
- To naprawdę dobra kryjówka – przyznała z uśmiechem. Zaraz jednak spłynęła na nią powaga. – A jak u ciebie? Czy twój ojciec…?
- Jest tak samo okropny jak zawsze. Śmierciożerstwo to służba diabłu. – Westchnął ciężko. W jego twarzy wyraźnie odbijało się przygnębienie. Wyglądał teraz starzej, jakby cierpienie ukradło mu młodość i wigor. Kiedy jednak spoglądał na dziewczynę, w jego oczach lśniła jakaś łagodność. - Ale nie mówmy o tym. Mamy tylko jedną noc. Potem chyba musimy czekać na koniec wojny.
Przez głowę Hermiony nagle przeleciała myśl o horkruksach, dzięki którym szanse Voldemorta słabną. Czy powinna o nich wspomnieć, aby podnieść chłopaka na duchu? Chciała to zrobić, ale wiedziała, że wdzieranie się w umysły mogłoby ich zgubić. Malfoy co prawda całkiem dobrze opanował sztukę leglimencji, jednakże… nie mógł równać się z Czarnym Panem.
- Poczekam, ile będzie trzeba – zapewniła ze zdecydowaniem w głosie. Usta Ślizgona ułożyły się w delikatny uśmiech, ale jego patrzące na jej twarz oczy zasnuła jakaś mgła zamyślenia. 
- Nad czym myślisz? – spytała po chwili dziewczyna. Blondyn zamrugał, a gdy jego powieki na powrót się rozchyliły, szare tęczówki zdawały się odżyć pod wpływem ogników pożądania. Hermiona poczuła, że ten sam ogień łaskocze jej serce.
- To nasze ostatnie wspólne chwile na bardzo długi czas. Chciałbym… - Draco wydał z siebie ciche westchnięcie, które miało w sobie nutę zachwytu. Nagle wstał z krzesła, a leżące na nim łachmany smutku i zmęczenia zdawały się opaść. Znalazł się przy brązowowłosej w kilku krokach i ujął jej twarz w dłonie, nie czekając na zgodę na pocałunek. W ruchu jego warg wyczuła różnicę. Teraz były jak usta drapieżnika, smakującego swoją ofiarę. Wcale nie zgorszyło ją to porównanie. Już dawno była niewolnicą uczucia do niego.
Czuła na policzkach jego przyśpieszony oddech, wypływające z dłoni ciepło i zapalające się dla niej oczy, a to był dopiero początek. Chłopak przywarł do niej, a ona do niego; ich pocałunki obsypywały policzki, szyję i ramiona. Po chwili zbędne koszule wylądowały na ziemi, zapięcia spodni zaczynały puszczać. Bijące serca roztapiały się w lawę, która płynęła w żyłach wraz z ich krwią. Po jakimś czasie wyprawiali cuda na łóżku obnażeni przed sobą jak nigdy dotąd. To było niezwykłe doświadczenie – ujrzeć wszystkie skrawki ciała ukochanej osoby.
Draco na ten niezapomniany moment pozwolił, aby myśli o śmierciożerstwie pochłonął ogień pożądania. Ciało dziewczyny było białe i kuszące, jego palce zaś zwinne, a usta spragnione. Zdał sobie sprawę, że pieści właśnie swoją osobistą boginię.
Hermiona tonęła w rozkoszy, a jej urwany jęk splatał się z jego w melodii namiętności. Czuła się bezpiecznie w ramionach rysującego językiem szlaczki po jej piersiach chłopaka – kochała jego dotyk, który wprawiał ją w cudowne drżenie. Była gotowa oddać się ukochanemu całkowicie.  
Draco odczytał tę prośbę z jej oczu i z zachłannością przyciągnął ją ku sobie bliżej, aby jego nabrzmiały członek mógł znaleźć się w jej wnętrzu. Kiedy do tego doszło, mieli wrażenie, że podniecenie rozsadzi ich od środka. Jęczeli sobie w twarze swoje imiona, jakby były one najważniejszymi zaklęciami świata.

Czara ich miłości wreszcie całkowicie się wypełniła. 


No. Przyznam, że jestem całkiem zadowolona z tego rozdziału - porządna długość, długo oczekiwana końcówka i tytuł, który napawa mnie dziwnym zachwytem. Jedyny minus jest taki, że tyle musieliście czekać. Przepraszam, kochani. Chwilami ta historia idzie mi jak krew z nosa, ale zawsze udaje mi się naskrobać kolejną notkę. Kto ciągle ma siły, aby czytać tego bloga, jest wspaniały ^^
Wiecie, że zakończenie się zbliża? Najśmieszniejsze, że wciąż zmieniam jego strategię. Nie chcę, aby było za słodko, jednak wyolbrzymiony dramatyzm też nie wyjdzie nikomu z nas na zdrowie. Muszę pomyśleć. W każdym razie zostało nam jeszcze jakieś 5 postów do końca. Naprawdę mi szkoda, ale muszę wreszcie zamknąć ten rozdział i zająć się nowymi tworami. 
Zbliżają się wakacje, więc świętujmy ;) Mam nadzieję, że do końca lata ta historia zostanie ukończona. 
Pozdrawiam :)


25 komentarzy:

  1. O mój Boże....
    O kurde...
    WOW.
    No nie moge..
    Ale się wzruszyłam :C
    Jakie to piękne :C Płaczę, płacze jak bóbr!
    Tyle czekalam na ten rozdział, i wcale a wcale nie żałuje. Tyle.. tyle emocji.. Chyba dzisiaj nie zasne z ich nadmiaru..
    Tak właśnie myślałam, że Hermiona nie ruszy na poszukiwanie horkruksów.
    A moment spotkania Draco i Hermiony? Obłędny. i końcówka... genialna...
    Nie jestem w stanie nic więcej napisać , jeszcze trzęsę się z nadmiaru emocji.. :D
    Jak to 5 rozdziałów? ;o
    Teraz będe smutna ;c
    Czekam z niecierpliowścią na nastęony rozdział, który (mam nadzieje) ukaże sie szybciej :D Za tydzień, wiesz :P
    droga-do-milosci.blogspot.com/

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i jeśli zabijesz Draco i Hermionę, to ja zabije Ciebie :C
      Czekaj, to bez sensu, bo nie napiszesz szczęsliwego zakończenia :D
      Rzuce Crucio co najwyżej :P

      Pozdrawiam M.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za komentarz - kiedy czytałam o tym, jakie emocje udało mi się w Tobie wywołać, poczułam się naprawdę miło.
      Tak, niestety tylko 5 rozdziałów. Nic nie trwa wiecznie, a ja muszę wreszcie skończyć tę historię, póki mam jeszcze jakieś siły.
      Postaram się, aby nowy rozdział pojawił się szybciej - wiem, wiem, często tak mówię i niewiele z tego wychodzi. Ogólnie mam nadzieję, że końcówka jakoś płynnie wypłynie ze mnie ;P
      Los Draco i Hermiony wciąż nie jest jeszcze przesądzony (nawet w mojej głowie), ale przyznam, że trudno jest zabić bohaterów i to jeszcze głównych ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ehh... Poczułam smutek, gdy przeczytałam, że Hermiona nie należy już do trójki przyjaciół... Mam nadzieję, że chociaż z Draco jej się ułoży, ale coraz częściej mam wrażenie, że zabijesz ją, bądź jego, może nawet ich obu. Póki nie przyjdzie śmierć, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię ;)
      Hah, dziwne, ale czuję jakieś złowieszcze zadowolenie z tego, że udaje mi się utrzymać was w napiętej niepewności. Trzeba jednak pamiętać, że każdego w końcu czeka śmierć.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Rozdział jest wspaniały i opłacało się na niego czekać :)
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Aj naprawdę już kończysz?
    Mi osobiście będzie brakowąło tej historii, bo pokochałam ją całym sercem.
    Ciesze sie że Druella jest tak wspaniałą osobą i dobrze zajęła sie Hermioną.
    przynajmniej dała im chwile szczęścia na które oboje zasługują.
    No i aby nie rozstawali sie nazbyt długo.
    Domyslam się jednak że obojgu jest cieżko ale mają siebie.
    To najważniejsze w tym całym szaleństwie a Hermiona nie musi udawać Pansy.
    Mam nadzieję że nie zakończysz zbyt dramatycznie.
    Chciałabym aby jednak byli razem chociaz w jednym opowiadaniu.
    Wydaje mi się że zasługują na szczęście.

    pozdrawiam serdecznie.
    u mnie nn na :http://pokochac-lotra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię :*
      Mnie też trudno będzie się odzwyczaić, że już nie będę musiała się martwić o to, aby napisać dla Was kolejny rozdział ^^ Bo w sumie to dzięki czytelnikom dobrnęłam tak daleko.
      Przyznam, że nie wiem, jakie zakończenia mają inne opowiadania. Przewinęło mi się przed oczami wiele Dramione, ale rzadko które doczekało się ukończenia. Domyślam się jednak, że albo jest happy ever after albo czarna rozpacz. Chociaż nie, ostatnio czytałam pewnego naprawdę fajnego bloga, gdzie zakończenie miało słodko - gorzki smak. Postaram się iść w tym kierunku ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Eeeeeech warto było czekać *.*
    Jak zwykle przepiękne porównania, poetyckie metafory i cudowny język. Na prawdę, jestem pod wrażeniem.
    Fajnie, że nie zrobiłaś z Druelli takiej tradycyjnej dobrej babci, a kobietę, która ma w sobie to coś. Trudno do niej dotrzeć, ale kiedy się to w końcu zrobi jest cudowna. No i wizyta H, R i G.. Cholernie mnie poruszyło to mówienie o ich przyjaźni.. że Hermiona już nie jest ich częścią, że Ginny zajęła jej miejsce.. To takie smutne kurde xD
    Najbardziej podoba mi się jedno zdanie: 'Trzeba mieć sporo siły, aby walczyć o zakazaną miłość.' Cholernie piękne
    No i ta końcówka! Cudowna. Tylko mam pytanie, czy Hermi wyglądała wtedy jak Pansy?

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :) Bardzo się cieszę, że wciąż jeszcze umiem was zadowolić albo zaskoczyć.
      Przyznam, że również lubię babcię Dracona ;)
      Nie, w końcówce Hermiona nie była pod działaniem eliksiru. Właściwie zapomniałam o tym wspomnieć, ale odkąd znalazła się pod dachem Druelli, już nie stosowała czarów, bo i tak cały czas siedziała w domu.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Trochę krótkawy ten komentarz, ale... dzięki.

      Usuń
  7. Bardzo mi sie podobalo. Zwłaszcza ostatni akapit ;) Masz świetny styl, czyta sie bardzo przyjemnie. Szkoda, że niedlugo bedziesz kończyć ta historie.. zamierzasz pisać kolejne opowiadanie o tej tematyce czy cos zupelnie nowego? :) Mam nadzieje, że na nastepny rozdział nie bedzie trzeba znów tak długo czekać :D Śliczny szablon :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za każde miłe słowo ^^
      Jak na razie chyba zrobię sobie przerwę od tematyki Dramione. Lubię ją, ale... co za dużo to niezdrowo. Może jeszcze kiedyś wrócę z tego typu blogiem, ale to dopiero w dalekiej przyszłości. Przyznam, że zamierzam zacząć publikować nową historię, ale wolę jeszcze o niej nic nie mówić, bo mogę zapeszyć wenę ;)
      Wydaje mi się, że kolejny rozdział będzie szybciej. Raz - zależy mi, aby już nie przeciągać tego opowiadania. Dwa - mam go już w 2/3 gotowy.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. KOCHAM CIĘ!
    Wyję, umieram, zdycham... Boże :c
    Ty to potrafisz człowieka wzruszyć! Ta tęsknota dwójki zakochanych sprawiła, że ja też zaczęłam tęsknić, sama nie wiem do kogo. Wiem tylko tyle, że rozwaliłaś mi psychę xd
    Nie no, żartuję ! :D
    Uff, jak dobrze, że Druella powzięła jakieś kroki, bo z tego, co wiem to z miłości można nawet umrzeć xd
    Ten napis na drzewie...BOŻE, MÓJ KOMPUTER TONIE W MYCH ŁZACH! :O
    Ta końcowa scenka, coś pięknego. Bardzo dokładnie opisałaś ich pierwszy raz. Boże... Chusteczki mi się kończą :( WISISZ MI PUDEŁKO CHUSTECZEK ! xd
    Idę po ręcznik do łazienki, bo serio zaraz mi komputer utonie! xd
    Życzę weny i pozdrawiam ^^
    PS. Śliczny szablon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, naprawdę bardzo mi miło. Nie chciałam, żeby rozdział wprawiał czytelników w taki melancholijny stan, ale... Twoje emocje to skarb dla mojego opowiadania. A Twój komentarz sprawił mi dużo przyjemności ;)
      Przyznam nieskromnie, że też jestem dumna z tego napisu na drzewie, zwłaszcza, że planowałam przypomnienie o nim już od samego początku. W końcu to symbol przyjaźni xD
      Cieszę się, że podobał Ci się ich stosunek, jednakże moim zdaniem wcale nie było tak dokładnie. Wolałam pewnych rzeczy nie mówić dosłownie. Poza tym nie mam doświadczenia i nie chciałam się ośmieszyć :P
      Z tego wszystkiego zapomniałam - dziękuję za opinię i pozdrawiam ^^

      Usuń
  9. Zostałaś przez nas nominowana do The Versatile Blogger Award! Więcej informacji znajdziesz na blogu http://jestcienkalinia.blogspot.com/ Pozdrawiamy! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Naćpana_Szczęściem ♥♥♥28 czerwca 2013 17:06

    Hej, Marzycielko! Jak super, że wróciłaś!:)
    Rozdział wspaniały i bardzo wzruszający!
    Dobrze, że Hermiona i Druella znalazły wspólny język. Teraz będzie już chyba dobrze.:)
    Nie dziwię się, że Miona postanowiła zostać i nie szukać horkruksów. Gdyby się wydało, że jednak żyje, nie byłoby tak wesoło. I nie tylko dla Dracona, bo dla niej też.
    Scena w ogrodzie Druelli była świetna! Te wszystkie wspomnienia... Coś pięknego!:*
    Druella jest genialna! Świetnie, że wpadła na pomysł, by zaaranżować ich spotkanie. Dla tej dwójki było to lekarstwem na tęsknotę. Cudowne! Gdy czytałam o tym, jak Draco przybył do Miony i, gdy ona myślała, że on nie jest prawdziwy, strasznie się wzruszyłam. Pięknie to opisałaś!:*
    Ich wspólna noc była bardzo romantyczna. Ta namiętność i tęsknota jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyła. Coś cudownego.
    Dobrze, że się spotkali. Widać, że to im niesłychanie pomogło.
    Szkoda, że to już prawie koniec tego opowiadania. Naprawdę się do niego przywiązałam i strasznie pokochałam. Jest genialne!:)
    Pozdrawiam cieplutko i życzę udanych wakacji!<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci z głębokości mojego serca ^^ Twoje słowa pobudzają mnie do pisania. Cieszę, że mam takich czytelników ;)
      Ja również życzę Ci udanych wakacji :*

      Usuń
  11. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Award 

    Więcej informacji na ten temat tutaj:

    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/2013/06/liebster-award-3.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałam Cię do Liebster Award :> szczegóły tutaj: http://dramione-diabelskie-uczucie.blogspot.com/2013/06/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże, Boże, Boże.
    Dzisiaj nowy rozdział, zaraz się popłaczę ze szczęścia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też !!! O której będzie wstawiony ?

      Usuń
    2. Dziewczyny, ale mi miło, że ta wiadomość Was tak ucieszyła. Rozdział pojawi się koło 18-19 wieczorem ^^

      Usuń

Obserwatorzy