INFORMACJA



Zapraszam was do siebie na Facebooku :)

NOWE OPOWIADANIE, ZAPRASZAM :)

wtorek, 10 stycznia 2017

Nowe Dramione?

…Nie do końca, ale prawie :P
Zatęskniłam za klimatem potterowego ff i właśnie zaczęłam bloga o Ginny i Blaisie Zabinim. Może ktoś się skusi? 

sobota, 21 maja 2016

Miniaturka{Obudź się}

Przed wami chyba najdziwniejsza moja miniaturka, na granicy surrealizmu i szaleństwa, ale mam nadzieję, że wam spodoba taka nowość. Dla mnie to było ciekawe doświadczenie. Całuję wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają :* 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Miniaturka {Pierwszy września}

Wracam do was z nową miniaturką! (Jak ja dawno nie pisałam Dramione...) 
Tym razem akcja dzieje się długo po ukończeniu szkoły. Chciałam pokazać Dramione w nowym, bardziej ludzkim świetle. Mam nadzieję, że wam się spodoba ^^ Buziaki. 

wtorek, 12 maja 2015

Miniaturka{Jeszcze jeden krok w tył}

Dawno nie było tutaj miniaturki, prawda? Tą napisałam pod wpływem impulsu i nie zdziwię się, jeśli coś w niej wyda wam się niejasne. A jednak czuję pewną dumę, że zdołałam stworzyć jeszcze jedno Dramione :) Kilka dni temu wróciłam do książek Rowling; cóż to za magiczne uczucie!


Uwaga! Wydarzenia związane z Hermioną nawiązują do kanonu, ale na potrzeby opowiadania uległy pewnemu przekształceniu. 

czwartek, 30 października 2014

Halloweenowa miniaturka {Duch miłości}

Aby uczcić niepowtarzalny klimat Halloweenu, powracam do Was z taką nietypową miniaturką. Jest dość dziwna, nawet jak dla mnie, ale może to się jakoś wpasuje w Święto Duchów? ^^

środa, 27 sierpnia 2014

Rocznicowa miniaturka {Cień grzechu}

Witam ponownie :D
Z okazji rocznicy zakończenia bloga mam dla Was drobną niespodziankę — miniaturkę! Już od dawna chciałam napisać takie małe Dramione :)
Tematyka — tuż po wojnie. 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Epilog


Leżała w łożu, które kiedyś utuliło Dracona do wiecznego snu. Z okna do środka sypialni wlewał się ciemny strumień nocy, rozświetlały go jednak języczki płomyków świeć postawionych na  stoliku nocnym i komodzie. Prosiła, by je zapalili. Nie chciała umierać w ciemności.
— Co z nią? — Do pokoju wpadła Ginny Potter. Dyszała — pewnie musiała biec, a była już starszą kobietą. Jej siwe włosy jednak ciągle zawierały płomieniste refleksy. I brązowe oczy, które spojrzały ze smutkiem na Hermionę, również pozostały takie same.
Leżąca w łożu kobieta chciała jej odpowiedzieć, że czuje w sobie dziwny spokój, jednak od kilku dni na jej strunach głosowych osiadła się duża chrypka i nie potrafiła nic z siebie wydusić. Dlatego też tylko ułożyła spękane usta w blady uśmiech, a stojący obok staruszek w okrągłych okularach i z różowawą blizną na pomarszczonym czole wyszeptał Ginny do ucha, jak mają się sprawy. Pani Potter wysłuchała tego z grobową miną.
Serce Hermiony musnęło niewytłumaczalne ciepło, które przywiodło jej wspomnienie słów Dracona: ,,Czuję coś dziwnego, wiesz? Jakieś ciepło, choć skórę zalewa mi zimny pot…’’. Teraz już wiedziała, o co mu chodziło. To tak, jakby tamten świat przyzywał ją ciepłym dotykiem.
Przesunęła przyćmionym wzorkiem po twarzach zebranych w jej sypialni ludzi. Są tu wszyscy — pomyślała z nieskrywaną radością. — Wszyscy, których kocham na tym świecie.
Najbliżej stały jej córki. Druella miała niemal tyle lat, co ona, gdy straciła Dracona. Stała się teraz żoną i matką, ale zachowała ten dumny wyraz twarzy i iskrę w szarych oczach. Jej mąż, rudowłosy i wesoły Ksenofilius Weasley, syn Rona i Luny, trzymał dłoń na jej ramieniu, natomiast chłopiec o jasnej czuprynie, Draco, tak podobny do dziadka, którego nigdy nie poznał, z przejęciem ściskał rękę swojej matki. 
Obok była Cecylia, również już dojrzała kobieta o falach brązowych włosów i czekoladowych oczach, które teraz błyszczały łzami. Obejmował ją James Potter, syn Ginny i Harry’ego. Ta para nie miała jeszcze dzieci, ale zaokrąglony brzuch kobiety podpowiadał, że to się wkrótce zmieni. Hermiona bardzo cieszyła się z tego powodu. Cecylia z pewnością świetnie sobie poradzi w roli matki. Jaka szkoda, że pani Malfoy nie zdąży zobaczyć swojego drugiego wnuka…
Dalej stała Ginny i Harry, Ron i Luna, Fleur i Bill — wszyscy pogrążeni w milczącym smutku. Rodzice Hermiony nie mogli się zjawić, bo sami spoczywali już w trumnie. 
Ale to nic, wkrótce do nich dołączę. 
Z piersi Hermiony wydarło się zmęczone westchnięcie. Ostatnie tygodnie spłynęły jej na przykuciu do łóżka. Jak na czarodzieja nie była jeszcze taka stara, ledwo przekroczyła sześćdziesiąt lat, lecz ona sama nosiła w sercu ciężar znużenia. Może dlatego, że lata młodzieńcze nieraz dały jej w kość, a każdy dzień bez ukochanego mężczyzny stawał się coraz trudniejszy. Jednak jak na Gryfonkę przystało, nie poddała się bez walki. Samodzielnie zorganizowała ceremonię pogrzebową Dracona, a potem, gdy zużyła już cały nakład łez, wróciła do pisania książek. Łącznie wydała ich dwanaście, a każda z nich zyskała grono fanów. Hermiona dopilnowała też, by jej córki ukończyły szkołę z bardzo dobrymi wynikami, a potem, żeby wyszły za porządnych mężczyzn. Miała nadzieję, że po śmierci ojca dała im namiastkę przeszłego szczęścia, że nie zawiodła w roli podwójnego rodzica. Sądząc po tym, jakie życie wiodły jej dziewczynki, nie odniosła porażki.
Umrę szczęśliwa. 
Kobieta półprzytomnie zauważyła, że krąg zebranych zbliża się do łóżka, a za jej zimne, pomarszczone ręce chwytają dwie dłonie. Druella siedziała z jednej strony, zaciskając mocno usta, a Cecylia znalazła się po drugiej — po jej policzku spływała łza.
Kocham was, dziewczynki. 
Dotyk i szepty stawały się dobiegać zza mgły, a światło i mrok zlały się ze sobą w jedno. Hermiona miała wrażenie, że coś odrywa z się z niej i leci jak ptak ku słońcu. Westchnęła cichutko i powoli zamknęła oczy.
Draco, wracam do ciebie…


Gdy Hermiona Malfoy oddała ducha, zza okna doleciał pierwszy błysk słońca.
Siedzące po obu strach zmarłej Druella i Cecylia zdołały wymienić porozumiewawcze spojrzenia — ich ojciec również zmarł o wchodzie słońca.
Wszyscy zgromadzeni ucichli na moment, jakby wstrzymali oddechy. Ich oczy zwracały się w stronę leżącej na łóżku kobiety. Otulała ją biała pościel; siwe włosy z brązowymi nitkami rozsypały się na poduszce wokół jej głowy, a na pomiętej zmarszczkami twarzy znalazł się jakiś spokój.
— Jest teraz z tatą, prawda? — odważyła się szepnąć Cecylia, wciąż ściskając dłoń matki. Jej duże, brązowe oczy, prócz łez, wypełniała także nadzieja, jakby kobieta cofnęła się do lat dziecięcych. Wtedy też lubiła snuć marzenia. 
Druella była zbudowana z bardziej racjonalnego kruszcu, ale musiała przyznać, że chciałaby podzielić nadzieję siostry. Niestety nikt nie wiedział, gdzie teraz znaleźli się ich rodzice i czy są razem.
Jednak gdy jasnowłosa spojrzała w nieruchome oblicze matki, naszło ją ukłucie refleksji.
Doszła do wniosku, że życie było zaledwie ulotnym błyskiem. 
Ludzie rodzą się w symfonii bólu matki. Chłoną wszystkimi zmysłami otaczający ich świat. Zapalają swoje serca ogniem namiętnego uczucia. Śmieją się, płaczą, walczą. A na końcu więdną, stygną, kruszą się na popiół, aby wreszcie materialnie zniknąć z tego świata, ukrywając się jedynie w warstwie pamięci znajomych. 
 A co z miłością? Czy śmierć jest dlań granicą, a może tylko bramą do uwiecznienia uczucia? Czy dusze, które dobiły do brzegu tamtej strony, mogą się odnaleźć?
Te pytania pozostawały nieodkrytymi wciąż kartami.

 

Nastaje świt. Pierwsze promienie słońca wynurzają się zza horyzontu i łagodnie rozświetlają mrok. Wszystko wydaje się piękniejsze.
Łąkę spowija śnieżnobiała mgła. Wszędzie panuje cisza, jakby ta polanka była odrębnym światem.
Przez mgłę przedziera się brązowowłosa dziewczyna. Jej stopy, obute w białe pantofle, stąpają po wilgotnej trawie. Granatowa suknia sunie cal nad ziemią. Na jej twarzy gości uśmiech, a w czekoladowych oczach widać poruszenie, jakby koniecznie chciała dokądś dojść, jakby oczekiwała tego od bardzo dawna.
Po chwili brązowowłosa wyłania się z mgły i wpada w ramiona chłopaka o jasnych włosach, który czekał na nią na skraju polanki. Ma on na sobie śnieżnobiałą koszulę, w którą teraz dziewczyna wtula się z westchnieniem. Blondyn namiętnie przygarnia ją do siebie ramieniem i opiera brodę o jej głowę. Zamykają oczy, a ich pięknych twarzach maluje się szczęście i spokój.
Teraz mogą zostać razem na zawsze.

 


Przyznam, że po skończeniu pisania epilogu, nie mogłam z siebie wydusić ani słowa. Już pomijając fakt, że to moja pierwsza zakończona od A do Z historia, po prostu sama trochę się wzruszyłam. Nie umiem zliczyć godzin, które poświęciłam na tworzenie całego opowiadania — jak dobrze wiedzieć, że było warto. Cóż, przyzwyczaiłam się już, że muszę pisać dla was kolejny rozdział, a tu… koniec. Czuję też jakąś ulgę, czuję dumę, a jednocześnie jest mi żal.
Jestem ciekawa, czy poznajecie ostatni fragment epilogu. Jeśli nie, podpowiem, że tak wyglądał i prolog tej historii. Widzicie więc, że wszystko było zaplanowane w takim kierunku. Liczę też, że końcówka wyszła choć trochę optymistycznie :)

Kilka faktów, trochę sentymentalnej gadki (jeśli was to nie interesuje, pomińcie, ja po prostu muszę to z siebie wyrzucić):
,,Póki nie przyjdzie śmierć’’ powstało 29 grudnia 2011 roku na Onecie. Zadedykowałam je osobie, na której wówczas bardzo mi zależało; obecnie nasze drogi się rozeszły, ale nie mogę powiedzieć, że ta znajomość niczego mnie nie nauczyła — dzięki niej poznałam istotę uczucia i wiedziałam, o czym piszę ;)
Na początku rozważałam jeszcze takie adresy jak ,,razem przeciw ciemności’’ czy ,,losy nierozerwalnej miłości’’. Teraz oba wydają mi się całkiem ładne, ale w ,,póki nie przyjdzie śmierć’’ jest coś, co powoduje zaciekawienie, może nawet niepokój. Na belce zaś koniecznie chciałam mieć polską piosenkę. Wiecie, na ogół po stokroć wolę te zagraniczne, ale akurat miałam pod ręką kilka tytułów z romantycznym tekstem. Początkowo słowa należały do Moniki Brodki. ,,Znam cię na pamięć’’ kojarzyło mi się z chłopakiem z mojego osobistego życia, dlatego chciałam to wykorzystać. Potem zmieniłam to na piosenkę Sylwii Grzeszczak.
A skąd się w ogóle wziął pomysł na to opowiadanie? Cóż, zanim ono powstało, siedziałam w potterowej tematyce już z pół roku. Miałam różne pomysły na blogi, ale na zimę zaczęłam interesować się Dramione, acz zaznaczam, że nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Długi czas nie rozumiałam, jak można połączyć tę dwójkę. Przekonał mnie chyba dopiero nieistniejący już blog o nich. A właściwie dwa nieistniejące. Pierwszy był tylko prologiem, ale trochę mnie przekonał do Dramione, drugi zaś (pamiętam jego nazwę — flowers in black) już całkiem mnie zainspirował. Chciałam stworzyć coś nowego, w czym mogłabym zamknąć moje smutki i co by mnie pochłonęło. W pewne popołudnie (niedziela, pamiętam, że to była niedziela) spisałam fabułę. Potem prolog i kilka rozdziałów. I założyłam bloga. Trafiłam na stowarzyszenie dhl i całkowicie zaaklimatyzowałam się w tej tematyce. Oglądałam filmiki z nimi, czytałam coraz więcej blogów, zaangażowałam się. I jeszcze jedna sprawa — nigdy nie kochałam się w Draco. :P Moim zdaniem książkowy był wręcz okropny, strasznie zadufany w sobie i wredny (nie to co mój Draco, chyba instynktownie stworzyłam jego przeciwieństwo), natomiast, choć z Toma Feltona jest całkiem przystojny chłopak, nigdy mnie jakoś specjalnie nie kręcił. Ja tam zawsze wolałam Snape’a (ale nie przepadam za Sevmione!) Jeśli zaś chodzi o Hermionę to jej postać darzę dużą sympatią i szacunkiem. Dlatego pisanie o niej szło mi całkiem łatwo.
Moją pierwszą czytelniczką była Martine — obecnie nie mam już z nią kontaktu, ale pamiętam, ile radości sprawił mi jej komentarz w księdze gości i że jej Dramione między innymi przyczyniło się do powstania mojego bloga. Niestety nie umiem sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach dodałam prolog, pamiętam natomiast, że rozdział pierwszy opublikowałam w Nowy Rok. Tak, wciąż mam to przed oczami. Po siedzeniu do późna w Sylwestra obudziłam się prawie w południe, obie z siostrą na jej biurku włączyłyśmy laptopy, a ja dodałam rozdział pierwszy, ekscytując się jak małe dziecko. Wtedy miałam taki ,,szał’’ na Dramione i ciągle szukałam coraz to nowszych opowiadań o tej parce. Obecnie mój zapał przygasł. Nadal lubię o nich poczytać, ale jestem trochę znudzona tą tematyką, bo sama siedziałam w niej zbyt długo. Potrzeba mi odpoczynku.
Pamiętam, że na Onecie do każdego rozdziału dodawałam cytat. Teraz sobie myślę, że to fajny, ale trochę żmudny pomysł, zwłaszcza, że nie każdemu chce się go przeczytać. Wiem, bo sama zazwyczaj je pomijam, gdy są na innych blogach. Aha, no i rozdziały pojawiały się znacznie częściej, co jakiś tydzień. Na początku miałam całe masy weny, potem było różnie. Sama się sobie dziwię, że dociągnęłam to do końca, choć wiele razy nie miałam ochoty napisać już ani jednej strony i myślałam o zawieszeniu. A jednak notki się pojawiały. Raz na miesiąc, raz na dwa miesiące, a historia cały czas szła do przodu. Tu widzę w tym zasługę czytelników, o której wspomnę później.
Na blogspota przeniosłam się 15 czerwca. No wiecie, te awarie skutecznie wykurzyły niemal wszystkich. Teraz Onet stał się dziwaczny i nieestetyczny w wyglądzie. Dziwię się, że niektórzy tam jeszcze zostali, no ale sentyment to sentyment.
Bloga zakończyłam 27 sierpnia 2013 roku z liczbą 114 obserwatorów. Historię prowadziłam około półtorej roku. Cholernie dużo, nigdy nie wytrzymałam tyle z jednym opowiadaniem. Już mówiłam, bywało różnie. Miałam chwile, kiedy wszystko, co napisałam, wydawało mi się bezsensowne i dziecinne, kiedy nie cierpiałam idealnej Hermiony i milutkiego Dracona. Były też chwile, kiedy myślałam sobie ,,to było dobre’’, a romans bohaterów poruszał i mnie samą. Raz miałam dosyć, raz byłam podniecona, czasem uważałam tego bloga za dość mierne romansidło, ale teraz jestem zadowolona. Myślę, że przez treść udało mi się trochę wyrazić siebie, stworzyć coś w miarę oryginalnego i samej nieco się poruszyć w pewnych momentach. Wiele rzeczy nie wyszło tak, jak to sobie wyobrażałam, lecz gdyby cofnąć czas, chyba napisałabym to tak samo albo przynajmniej podobnie. Cóż, pewnie będzie mi brak tej historii, bo mimo wszystko się z nią zżyłam (shit, jak to piszę, chce mi się płakać). Ale nic nie trwa wiecznie. Doprowadziłam naszych bohaterów do śmierci, zamknęłam wszystkie rozdziały. Muszę się cieszyć.

Teraz pora na podziękowania. Chciałam wyróżnić tu moich wiernych czytelników, bo są tacy, którzy śledzą moją historię od dawna i zawsze raczą mnie miłymi komentarzami, niestety prawda jest taka, że nie pamiętam was wszystkich. Przez tego bloga przewinęło się istne tornado czytelników. Jedni przychodzili, drudzy odchodzili, jeszcze jedni komentowali sporadycznie. Pod tym względem mam mały mętlik w głowie  i, aby nikogo nie skrzywdzić, nie wypiszę konkretnych nicków. Chcę jednak gorąco podziękować wam wszystkim, którzy wytrwali do końca i przeczytali epilog! Jesteście wspaniali! Zawsze szybko zjawialiście się pod nową notką, komentowaliście ją w niezwykle miły sposób i dawaliście mi siłę, by napisać kolejny rozdział. Tak, to tylko dzięki Wam doszłam tak daleko. Gdyby nie wasze motywujące prośby, poddałabym się przynajmniej ze trzy razy. Mam nadzieję, że będziecie miło wspominać tę historię i że może spotkamy się jeszcze przy innych opowiadaniach.
Chcę także podziękować osobom, które były ze mną krócej, a jednak były i poświęciły dla tego opowiadania trochę czasu. Anonimowym i nieanonimowym ;) Niebiosom dzięki również za taką liczbę obserwatorów! Do dziś w to nie wierzę. Nigdy nie miałam ich aż tylu. Tak samo jak komentarzy, gdzie nieraz dochodziło nawet do 70. Ślę całusy podziękowania ^^

A teraz małe prezenciki dla pocieszenia i w nagrodę za wytrwałość ;)
Patrze, udało mi się znaleźć obrazek z Dramione oraz Druellą <3 

A tutaj piękny gif:


A tutaj krótka playlista piosenek, które ,,prowadziły’’ mnie podczas pisania.

    All I need (Within Tempation)


Kilka osób pytało się, co dalej z moją karierą blogowicza. Otóż tak, obecnie prowadzę odcienie cierni. Idzie mi to dość topornie i nieraz już rozważałam zawieszenie. Nie wiem, zobaczymy. Zamierzam także przyjść do was z nową historią, tym razem z nowego pokolenia. Jednak piszę ją na razie w dokumencie tekstowym i jeżeli uda mi się ją ukończyć, założę nowego bloga. Myślę, że będzie to gdzieś tak na jesień. Jeśli zaś chodzi o nowe Dramione… Chwilowo nie mam żadnego w planach, wybaczcie. Ta historia wiele mi dała, ale również nieźle zmęczyła. Nie wiem, czy kiedykolwiek coś jeszcze o nich napiszę. Myślę, że w porywach weny dam radę wstawić tu jakąś miniaturkę, może dwie, ale na razie na nic więcej proszę nie liczyć. Zastanawiam się, czy nie zrobić kiedyś jakiegoś dodatku z życia rodziny Malfoyów, bo miło mi się pisało o ich córkach. Ale podkreślam, że nic nie obiecuję! ;)

 Zachęcam każdego, kto przeczytał ten post, do pozostawienia po sobie śladu. W końcu jak nie teraz, to kiedy? :P Jeśli ktokolwiek przeczyta tego bloga po jego zakończeniu, także zapraszam do napisania komentarza. Będę tu jeszcze czasem zaglądać :)

Wiem, że mocno się rozpisałam, ale ta chwila jest dla mnie wyjątkowa. I tak mam wrażenie, że o czymś zapomniałam xD No nic, najwyżej dopiszę. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za to, że byliście ze mną i żegnam was serdecznie :* Ten wspólny czas na długo pozostanie w mojej pamięci. 

Zapraszam was do siebie na Facebooku :)
        Marzycielka

Obserwatorzy