INFORMACJA



Zapraszam was do siebie na Facebooku :)

NOWE OPOWIADANIE, ZAPRASZAM :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 34: Chwile do świtu

Różdżka była już uniesiona jak topór w rękach kata. Dzierżący ją Draco wpatrywał się w mężczyznę, który znalazł się po jej drugiej stronie. Z ciała Lucjusza ześlizgnęła się szata pewności i opanowania, którą zwykł wkładać. Teraz jego długie, jasne włosy wiły się nieposłusznie po podłodze, dłonie, choć unieruchomione, drżały lekko, a twarz spięła się w przerażeniu. Wyglądał tak żałośnie, że miększe serce mogłoby się nad nim ulitować, lecz młody Malfoy już nauczył się zabijać z zimną krwią. Czym ten mężczyzna różnił się od jego poprzednich ofiar? Chyba tym, że naprawdę zasługiwał na śmierć.  
Draco zacisnął na moment powieki, usiłując przypomnieć sobie jakąś dobrą chwilę dzieloną z ojcem. Przeszukiwał odmęty pamięci, jednak nic takiego nie znalazł. Ojciec nigdy nie był z nim blisko; potrafił jedynie rozkazywać i wymagać, nigdy nie wspierać. Nawet gdy Draco był jeszcze małym chłopcem, nie doczekał się żadnych wspólnych zabaw. Odkąd pamiętał, twarz taty przypominała kamień — drżał przed nią przez wiele lat. Do jego umysłu napływały coraz to nowsze, nasycone negatywami wspomnienia: kilkakrotne torturowanie, krzyczenie na mamę, złe słowa o Hermionie…
Wystarczy. Draco otworzył oczy, napełniając się uspokajającą pewnością.
W salonie unosiła się cisza. Ich rezydencję okrywał płaszcz nocy. Cały świat zdawał się zastygnąć. Hermiona i mama posłusznie milczały, dając chłopakowi czas, aby dokonał tego, co uważa za słuszne.
Jednak kiedy młody Malfoy machnął różdżką, a do Lucjusza powróciła władza nad ciałem, wydały z siebie zduszony okrzyk. Mężczyzna także wydawał się oszołomiony; spojrzał na syna z błyskiem czegoś, co mogło być wdzięcznością. Jednak jeśli nawet przez moment coś takiego tliło się w oczach starszego Malfoya, to szybko przekształciło się w jakąś zwierzęcą radość, a potem w dziki strach.
Z aurą szaleństwa Lucjusz podniósł się błyskawicznie z podłogi i puścił pędem w stronę drzwi. Jak tchórz. Nie zostało w nim nic po dumnym Malfoyu. Teraz miało się wrażenie, że wyszedł z niego demon.
— Popaprańcy! — wykrzyknął z histerycznym, gardłowym śmiechem. Położył szponiastą dłoń na gałce drzwi, a w tym samym momencie Draco zrobił użytek ze swojej ręki, machając nią różdżką. Nie musiał szeptać zaklęcia, znał już magię niewerbalną. Zielony strumień zdawał się być błyskawicą z nieba, która uderzyła w plecy mężczyzny.
Lucjusz westchnął z zaskoczeniem, zachwiał się, a następnie upadł bezwładnie na ziemię. Już więcej nie miał się poruszyć.
Draco zbliżył się do niego, widząc bladą, zamarłą w zlęknionym zdumieniu twarz człowieka, który przez tyle lat zwał się jego ojcem. Co chłopak teraz czuł? Gdy chwila niedowierzania, że tak oto skończył się jego koszmar, minęła, napłynął do niego spokój.
— Tak jest lepiej — usłyszał szept Hermiony, a zaraz poczuł jej dłonie na jego ramionach. Odetchnął i obrócił się ku uśmiechającej się blado dziewczynie. — Ale dlaczego dałeś mu się uwolnić?
— Nie chciałem, żeby… zginął bezbronny. Wiedziałem, że nie zdoła uciec, ale przynajmniej nie był przytwierdzony do podłogi, prawda? — Żartobliwa nuta w jego głosie zabrzmiała dość słabo, jednak Hermiona zrozumiała, o co mu chodzi i pocałowała delikatnie w policzek. Czuł, że zwaliła się na niego taka ulga, iż omal nie opadł na kanapę i nie zasnął. Wiedział jednakże, że musi jeszcze przez chwilę zachować przytomność.
 Spojrzał na matkę. Stała z małą Druellą na rękach, a jej zielone oczy na moment zasnuły się jakąś nieobecnością. Czy to możliwe, że nadal coś czuła do Lucjusza?
— Mamo? — W głos Malfoya wkradła się niepewność.
Narcyza zamrugała i posłała synowi uspokajające spojrzenie.
— Wszystko w porządku. Po prostu… nie spodziewałam się, że on wreszcie umrze. To dziwne, wiedzieć, że jest się wolnym — wyszeptała, marszcząc brwi. Draco skinął głową. Dla niego ta sytuacja też była nowa.
— Powinniśmy stąd iść. Śmierciożercy niebawem dowiedzą się, co tu się stało i będziemy w niebezpieczeństwie — oznajmiła Hermiona moment przed tym, jak sam chciał to powiedzieć.
— Pytanie, dokąd się udamy? — mruknął, usiłując znaleźć w głowie jakąś wskazówkę. Coraz bardziej dopadało go zmęczenie, ale wiedział, że teraz on jest mężczyzną w swojej rodzinie, to na niego spada opieka nad bliskimi mu paniami.
— Dom mojej mamy będzie zbyt oczywisty — stwierdziła Narcyza, a na jej bladym czole pojawiła się zmarszczka smutku. — Jednak chciałabym ją pochować, nim przeniesiemy się do bezpiecznej kryjówki. Proszę.
— Tak, Druella zasługuje na to — poparła ją Hermiona, spuszczając wzrok na podłogę. Draco był tego samego zdania. Gardło mu się ściskało na myśl, że nigdy więcej nie ujrzy uśmiechu swojej babci.
Kilka minut później wylądowali w uroczej, cichej, mugolskiej okolicy, w której mieszkała zarówno pani Black, jak i rodzicie Hermiony. Dziewczyna wciąż myśl o nich oplatała tęsknotą, wiedziała jednak, że nie nadszedł jeszcze czas. Teraz należało zająć się wojną.  
Dom Druelli nie zmienił się niczym przez tę godzinę nieobecności. W kuchni walały się stłuczone zaklęciami naczynia, w ścianach pozostało kilka dziur po uderzeniach magii, a tuż obok schodów spoczywała kobieta o czarno-siwych włosach.
Na widok matki Narcyza rzuciła się ku niej i chwyciła jej chłodne, pomarszczone dłonie. Nie mogła powstrzymać łez.
— Mamo, tak mi przykro… — załkała, ściskając mocniej palce umarłej. — Poświęciłam ci zbyt mało czasu. Pozwoliłam, byś mieszkała tu samotnie po śmierci taty, pozwoliłam, by nasz kontakt oziębł… Nigdy ci nie powiedziałam, że cię kocham…
Hermiona również nie potrafiła powstrzymać rozpaczy. Po jej policzkach zsunęło się kilka gorących łez na wspomnienie dobroci i radości, którą jej podarowała Druella. Nie musiałaś umierać — pomyślała z przytłaczającym poczuciem winy, spoglądając w martwą twarz opiekunki — Gdybyś nie chciała mnie uratować, mogłabyś zachować życie. Byłaś w końcu jego teściową. Przepraszam…
Dziewczyna przytuliła mocniej trzymaną w rękach córkę, ciesząc się jak nigdy z nadanego jej imienia. Pamięć po pani Black przetrwa.
— Nie obwiniaj się — szepnął do niej pobladły na twarzy Draco, sam ledwo hamując płacz. Musiał być silny, żeby dać im nadzieję. — Moja babcia wiedziała, co robi. Nie chciałaby, żebyśmy się nad nią użalali.
— Wiem. Wolałaby, żebyśmy wykorzystali daną nam szansę — odparła Hermiona, pociągając nosem. Dość płaczu. Pozwoliła, aby chłopak starł z jej policzka ostatnią łzę, a potem oparła głowę na jego ramieniu. Wiedzieli, że póki będą razem, wszystko jakoś przetrwają.
Przypatrywali się w milczeniu, jak Narcyza żegna się ze swoją matką. Potrzebowała chwili, w końcu jednak podniosła się sztywno i poprosiła Dracona o pomoc w pochowaniu.
W miasteczku znajdował się niewielki, zadbany cmentarzyk. To tam spoczywała rzekomo martwa Hermiona. Narcyza i Draco wspólnymi siłami zanieśli w to miejsce panią Black, a panna Granger szła za nimi, chroniąc ich czarami przed widokiem niepożądanych oczu. Lepiej by było, gdyby zorganizowali prawdziwy pogrzeb, teraz jednak nie było na to czasu. Jeśli uda im się przeżyć, wrócą do tego.
Draco za pomocą różdżki wykopał dół, a Narcyza wyczarowała trumnę. Włożyli do niej nieruchome ciało kobiety i zasypali ją ziemią. Oczy pani Malfoy wciąż były zaczerwienione, lecz łzy już wyschły. Poświęcili zmarłej chwilę ciszy, sami nie mogąc znaleźć słów. Noc wokół nich stała się nagle niezwykle czarna.
W końcu Hermiona odchrząknęła z napiętą miną.
— Wiem, gdzie moglibyśmy pójść.



Hermiona nigdy nie widziała na własne oczy Muszelki, ale znała ją ze słów Rona — mówił, że jego brat wybrał sobie ustronny, mały domek na morskim wybrzeżu. Faktycznie tak było. Po teleportowaniu się na klif, ujrzeli uroczy budynek o ścianach usypanych z muszli. Nadchodzący z dołu szum fal wydawał się uspokajający.
Draco i Narcyza wyglądali na bardziej zdenerwowanych niż dziewczyna. Rozumiała, że czują się nieswojo w pobliżu ludzi z Zakonu Feniksa. Sama nie była pewna, czy Bill i Fleur zechcą ich wpuścić do swojego domu, jednak nie mieli nic do stracenia. Hermiona, niestety, nie wiedziała, jak mają się sprawy Zakonu, a Muszelka zdawała jej się najbezpieczniejszym miejscem.
Nacisnęła umiejscowiony w białym murku przycisk i wstrzymała oddech. Była pewna, że dom otaczają zaklęcia ochronne — bez zaproszenia właścicieli nie mogli wejść. Za kilka chwil drzwi się rozwarły i stanęła w nich Fleur, piękna dziewczyna o jasnych włosach opadających na plecy. Słońce dopiero wspinało się na niebo, dlatego pani domu miała na sobie różowy szlafrok. Na widok przybyszów, przetarła ze zdziwienia oczy.
— Fleur, potrzebujemy twojej pomocy — odezwała się w tym czasie Hermiona, usiłując włożyć w swój głos przyjazne i zdecydowane nuty. — Mogłabyś nas wpuścić?
— Hermiona Granger? Czy to twoje dziecko? I kim są ci ludzie? — Jasnowłosa zmarszczyła podejrzliwie brwi, omiatając uważnym spojrzeniem śpiącą w ramionach matki Druellę, słaniającego się na nogach Dracona oraz stojącą w napięciu Narcyzę.
Nagle za ramieniem Fleur pojawił się… Harry. Hermiona nie mogła powstrzymać pisku radości. Jej przyjaciel wyglądał jeszcze mizerniej niż ostatnim razem, te czarne włosy znów sterczały mu na wszystkie strony, jednak wciąż płynęło w nim życie, wciąż mógł walczyć.
Potter otworzył usta, owładnięty zdumieniem i ulgą. Kiedy jednak zobaczył u boku przyjaciółki Malfoyów, a także dziecko w jej ramionach, jego twarz nabrała ostrzejszych rysów.
— Co dałem Hermionie Granger podczas, gdy widzieliśmy się po raz ostatni? — spytał, wbijając w dziewczynę przenikliwy wzrok. Ta oblizała usta.
— Galeon. Złoty Galeon. Nie mam go w tej chwili przy sobie, został w domu Druelli, ale… — nie musiała więcej mówić. Harry podbiegł ku niej w pogiętym od spania ubraniu i zarzucił dziewczynie ręce na szyję, uważając przy tym, aby nie przydusić dziecka.
— Jak dobrze cię widzieć! Ron się ucieszy… — wyszeptał w jej włosy. Hermiona pocałowała go w policzek, a potem spojrzała mu głęboko w oczy.
— Posłuchaj, potrzebujemy dachu nad głową. Druella nie żyje, a my cudem uniknęliśmy śmierci z rąk Lucjusza. Draco jest bardzo słaby, torturowano go… Czy możemy wejść?
Kiedy Harry spojrzał na Malfoya, w jego oczach zabłysła nieufność. Draco nie odwrócił wzroku, także wpatrując się w dawnego rywala. Po chwili jednak zaczęły opuszczać go siły; upadłby, gdyby nie ramiona Narcyzy.
— Harry, proszę! — jęknęła Hermiona, widząc, w jakim stanie jest jej ukochany.
— Nie wiem, czy mogę zaufać ludziom z domu śmierciożercy — odparł czarnowłosy, a jego mina zdradzała rozdarcie.
— Draco zabił Lucjusza. Są po naszej stronie, przysięgam na moją duszę! — W oczach Hermiony wzniecił się nagle taki ogień stanowczości, że Harry nie miał wyboru, musiał skinął głową.
— No dobrze. Jeśli Fleur nie ma nic przeciwko…
— Mój dom jest otwarty dla potrzebujących — oznajmiła jasnowłosa dziewczyna, litując się nad zmizerniałymi przybyszami. Wykonała zapraszający gest dłonią. — Wejdźcie.


Dom nie był wielki, ale jakimś cudem zdołał pomieścić wszystkich gości. Okazało się, że w Muszelce przebywają również Harry, Ron i Ginny, a nawet Luna, na którą natknęli się w lochach domu Bellatriks. Wszyscy przez ten rok odnieśli rany i stracili kilka kilogramów, jednak nikomu nie stało się nic poważnego. Choć ich droga była kręta i pełna niebezpieczeństw, udało im się unicestwić jednego horkruksa, a co do umiejscowienia kolejnego mieli już podejrzenia.
Wpierw Draco musiał się umyć. Z każdą chwilą uchodziła z niego energia, dlatego Hermiona zdecydowała się wejść z nim do łazienki i pomóc mu oczyścić się z potu i krwi. Sama też potrzebowała kąpieli, zatem napełniła wodą wannę dla ich obojga. Moment ten należał do intymnych i mógłby zostać oprószony romantyzmem, gdyby nie fakt, że para była bardzo zmęczona. Całą noc spędzili na cmentarzu, czekając na blask świtu.
Gdy Draco ściągnął z siebie przepocone ubranie, Hermiona pomogła mu wejść do wanny, a następnie sama się rozebrała i łagodnymi ruchami gąbki umyła mu plecy. Zacisnęła usta, mogąc wyczuć pod skórą kręgi i żebra. Jej ukochany zdecydowanie wiele przeszedł i bardzo chciała zapewnić mu lepsze życie. Gdy tylko wojna pozostanie za nimi w tyle…
— Nie wyglądam teraz najatrakcyjniej — zauważył chłopak, siląc się na dowcip, gdy gąbka myła mu miejsce pod pachami. Otulała ich cisza i ciepło wody.
— Hm, a jeśli ja wyglądam teraz na piękność, Czarny Pan podda się walkowerem — odparła z lekkim uśmieszkiem, odwdzięczając się takim samym typem żaru. Namydliła gąbkę i zajęła się teraz swoim ciałem. Szare oczy chłopaka zdawały się trochę zamglone, śledziły jednak jej ruchy.
— Chciałbym także cię umyć, ale obawiam się, że zaraz mi się zakręci w głowie. — Podniósł się chwiejnie, obciekając wodą. — Muszę wyjść.
— Poczekaj, pomogę ci! — Wyciągnęła ku niemu ręce, ale Draco pokręcił głową i dał radę samodzielnie wyjść z wanny. Drżącymi dłońmi obwiązał się ręcznikiem w pasie, uśmiechnął się do kąpiącej dziewczyny, jakby chciał powiedzieć ,,a widzisz, nie jestem jeszcze taki słaby’’, a następnie wyszedł z łazienki. Wciąż ma swoją dumę — zrozumiała zadumana Hermiona, nakładając szampon na splatane włosy. — Chce przede mną grać dzielnego. Ale przecież nie musi grać. Wiem, kim jest. Najbardziej wyjątkowym chłopakiem na świecie.


Fleur zajęła się swoimi gośćmi. Draco i Hermiona dostali wspólne łóżko, w którym mogli zażyć zasłużonego odpoczynku, przytuleni do siebie nawzajem. Kiedy już się obudzili, dostali solidny posiłek i wzmacniający eliksir. Mała Druella także została nakarmiona i ułożona na miękkim kocyku. Narcyzie jedzenie przychodziło z trudem, rzadko też się odzywała, czy to czując się niepewnie w domu ludzi, którzy przez tyle lat byli jej przeciwnikami, czy to z żałoby za matką. Pozostali domownicy też nie śpieszyli się, aby z nią porozmawiać.
W umysłach Hermiony i Dracona często pojawiały się obrazy przeszłych dni. Nie sądzili, aby zdołali kiedyś zapomnieć ciężkie chwile, które zaserwował im Lucjusz. Młody Malfoy czekał na wyrzuty sumienia, te jednak nie przyszły. Wspominając upadającego na ziemię ojca, czuł jedynie pustkę. Za to kiedy przypominał sobie Druellę Black, miał ochotę się rozpłakać. Oboje obiecali sobie jednak, że będą silni, że będą silni dla niej.
Dobrze było zobaczyć dawnych przyjaciół. Ron faktycznie nie posiadał się z radości, gdy ujrzał swoją przyjaciółkę, całą i zdrową; Ginny wyściskała ją za wszystkie czasy, a Luna nie odstępowała im pod względem entuzjazmu. Harry i Ron początkowo nie wiedzieli, jak mają rozmawiać z Malfoyem — on też czuł się przy nich jak intruz. Z czasem jednak udało się jakoś przełamać lody. Daleko im było do przyjaźni, ale potrafili porozmawiać ze sobą w życzliwych barwach. Hermiona była z nich dumna.
Po tygodniu pobytu w Muszelce uciekinierzy z dworu Malfoyów odzyskali zdrowie i spokój. Niestety, właśnie wtedy wydarzenia zaczęły przybierać niebezpieczny obrót. Gryfoni oznajmili, że muszą udać się na kolejną misję, tym razem w Banku  Gringotta, gdzie ponoć mieli znaleźć kolejny horkruks. Hermiona nie miała zamiaru im tego odradzać, a nawet zaproponowała, że pójdzie z nimi. Ten gest mógłby zrekompensować wcześniejszą nieobecność. Harry jednak oznajmił, że trójka osób to już wystarczająco wiele — jeśli będzie ich więcej, przykują też więcej uwagi. Dlatego też pannie Granger nie pozostało nic innego jak przytulić śmiałków i czekać w Muszelce, podczas gdy jej przyjaciele poszli ratować świat. Taka bezczynność była dla niej dziwnym uczuciem, ale w końcu dziewczyna musiała zająć się małą Druellą. Teraz już w pełni dzieliła ją z Draconem. Na przemian zmieniali jej pieluchy i wspólnie usypiali ją do snu — to była jak namiastka rodziny, o której marzyli.
Trójka Gryfonów długo nie wracała, a następnego ranka w domu pojawił się patronus o kształcie konia — wyszedł spod różdżki Ginny — z wezwaniem na bitwę. Bill zerwał się natychmiast, Luna także była pewna, że weźmie w tym udział, więc obydwoje zniknęli w trzasku teleporatcji. Mąż nakazał Fleur zostać, Narcyza postanowiła się już nie mieszkać do żadnych bitew, natomiast decyzja o uczestnictwie Dracona i Hermiony należała tylko do nich. Wymienili między sobą niepewnie spojrzenia, podczas gdy ich serca przyśpieszyły bieg.  
— Muszę im pomóc — oznajmiła dziewczyna, czując w sercu jakiś dziwny żar. Może to był zew walki? — Tam walczą moi przyjaciele.
— A co będzie, jeśli coś ci się stanie? Nie możesz ryzykować. Druella musi mieć matkę. — Malfoy wbił palce w jej nadgarstki, aby podkreślić stanowczość swojej prośby. W jego oczach migotała troska, jednak Hermiona nie dała się odsunąć od obowiązku. 
— Na wojnie walczą matki i córki — stwierdziła ze smutnym westchnięciem i ścisnęła jego dłonie. — Jeśli coś mi się stanie, Druella zawsze ma ciebie.
— Nie, to ciebie będzie miała. Ja pójdę — oznajmił chłopak tonem desperata, a szary kolor oczu dobrze pasował do żelazności jego słów. Draco uniósł kącik ust w lekkim uśmiechu, widząc, jakie wrażenie robi na dziewczynie jego postawa. — Będę strzegł dla ciebie dupska Pottera, rozumiesz? Całkiem dobrze sobie radzę z zabijaniem.
— A ja z zaklęciami. — Nie chciała, aby to zabrzmiało tak uwodzicielsko, bo sytuacja emanowała powagą. Dziewczyna przeczesała włosy nerwowym ruchem. A następnie uniosła głowę. — Chyba się nie dogadamy. W takim razie musimy iść oboje. Tak. Dość już tych rozłąk. Ufam, że Fleur zapewni naszej córeczce opiekę.
Hermiona zerknęła z czułością na śpiącą na kocach córeczkę, a siedząca na krześle Fleur skinęła uspokajająco głową. Draco przeklął w myślach upartość swojej ukochanej. Żeby się uspokoić, musiał zaczerpnąć w płuca głębokiego oddechu, a wraz z powietrzem, przyszedł mu do głowy nowy pomysł.
— No dobrze, tylko jeszcze jedna kwestia.  
— Jaka? — Zmarszczyła brwi, nie przeczuwając, co miał jej zaproponować.
— Wybacz nieobecność pierścionka, ale… — Chłopak posłał dziewczynie drżący na ustach z napięcia uśmiech i uklęknął na jednym kolanie, chwytając jej dłonie w swoje. — Wyjdziesz za mnie?
Hermiona otworzyła szerzej oczy; w jej czekoladowych tęczówkach zaczęły budzić się do tańca iskierki zdumienia i poruszenia. Zrozumiała. Zrozumiała, dlaczego Draco wyszedł z tą propozycją i poczuła, że kocha go przez to jeszcze mocniej.

Nie słysząc gratulacji Fleur, rzuciła się na szyję ukochanego i wpiła się w jego suche od niepokoju usta. Przez moment chłonęli ciepło swoich ciał, a następnie chwycili się za ręce i teleportowali do wypełnionego ogniem walki zamku. 


Wybaczcie, że zamilkłam na dłużej niż planowałam ;) Nie jestem z tego rozdziału za bardzo zadowolona, ale poddałam go kilku korektom i myślę, że wyszedł znośnie. 
Wciąż mam zamiar zakończyć tego bloga przed końcem wakacji, dlatego nowy rozdział postaram się napisać jak najszybciej. Liczę, że uda mi się go opublikować w weekend. 
Pozdrawiam. 

29 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba ten rozdział i nie mogę się już doczekać kolejnego.

    dracoihermionainaczej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Och zakochałam się w tym rozdziale <3 na przemian cieszyłam się i płakałam :D Kocham,kocham, kocham <3 nie mogę się doczekać co będzie dalej :D i mama małe pytanko czy juz niedługo koniec, bo mam takie przeczucie :/ zapraszam, cię do mnie na ron-hermiona-draco-dramione.blogspot.com Weny :D Pozdrawiam,Lili :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za takie miłe słowa ^^
      Tak, to już prawie koniec. Został jeszcze tylko jeden rozdział i epilog :(
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. O Boże, Boże, Boże.

    Nie mów, że chcesz ich zabić.
    Błagam, nie rób tego.

    Chcesz, żebym płakała?

    Uff, Vilene, opanuj emocje.

    Rozdział naprawdę świetny. Szczerze mówiąc myślałam, że Draco nie uda się zabić własnego ojca. Wykreowałaś młodego Malfoy'a na osobę, która dla dobra najbliższych jest w stanie zrobić wszystko.
    Wspaniale piszesz, naprawdę. Twój blog jest jednym z moich ulubionych, mimo, że zazwyczaj nie przepadam za opowiadaniami, gdzie Draco i Hermiona mają dziecko. U Ciebie jednak jakoś mnie to nie razi, akcja toczy się idealnym tempem - nie za szybko, nie za wolno.

    Zazdroszczę talentu. c:

    Pozdrawiam,
    Vilene (nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com)

    PS. Pamiętaj, jak ich zabijesz, poznasz gniew Vilene. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz ^^ Nie wiem, co mam odpowiedzieć na Twoje prośby, żeby nie zdradzić fabuły. Będzie jak będzie ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ło matko, co za emocje, normalnie ryczę jak głupia :D
    Ale to ze szczęścia :>
    Cudowny rozdział, serio! Tak się cieszę, że Draco postanowił zabić swojego ojca. Potrzebował do tego dużo odwagi :3
    Jejku, oświadczyny! Co tam, nie było pierścionka, ale tak ważne słowa! Skaczę ze szczęścia normalnie :D
    Oh, czemu oni oboje są tacy uparci? :x Powinnie oboje siedzieć w domu, przy małej Druelli a nie szlajać się na wojnie!
    Mam nadzieję, że ich nie zabijesz, bo jeśli zabijesz, to znajdę Cię i zmuszę do napisania szczęśliwego epilogu :3 Tak, to sznataż. :D
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział ;)
    droga-do-milosci.blogspot.com/

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, bardzo mi miło, że udało mi się wywołać takie emocje :) Wiesz, w pierwszej chwili miałam im oszczędzić tej wojny, ale jakoś nie mogłam sobie wyobrazić Miony, która siedzi spokojnie w domu, gdy jej przyjaciele mogą zginąć. No a skoro ona postanowiła walczyć, Draco nie mógł puścić jej samej :P
      Co do ich zabicia na razie milczę.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Oooooo rany, ale lecisz z tymi wydarzeniami! Trochę mi smutno kiedy myślę, że to już prawie koniec.
    Znalazłam jeden błąd 'Już więcej się nie miał się poruszyć.' ładne zdanie, tylko to podwójne 'się'
    Podoba mi się to, że Harry podszedł tak nieufnie do przybycia Hermiony i że wszyscy trzymali na dystans Malfoyów, to wyszło bardzo realistycznie.
    Mam nadzieję, że nie będzie zbyt wielu ofiar na wojnie, a już z pewnością, że młodzi państwo Malfoy (wkrótce) przeżyją ;D

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też trochę smutno, zżyłam się z tą historią.
      Ok, dzięki za wyłapanie błędu.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Super rozdział! Mam nadzieję, że Draco i Miona nie umrą na bitwie... Czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział jest genialny :) Żeby napisać wszystko, co mi się podobało, musiałabym wkleić cały rozdział :D Wspaniale, że nowa notka niebawem, bo już się nie mogę doczekać :)
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle rozdział wspaniały.
    Draco postąpił niezwykle szlachetnie względem, chociaż moim zdaniem ten stanowczo na to nie zasługuje. Mimo wszystko to jego ojciec. Jestem pod wrażeniem coraz wiekszej przemiany Malfoya. Sam rozdział czytało sie bardzo ciepło. Spodobało mi się też zachowanie Narcyzy. Okazała się wspaniałą babcią, chociaż jakże niepewnie musi się czuć w Muszelcę. nie dziwie się. Ci ludzie przez całe życie byli jej wrogami. Dopiero teraz ma okazję poznać ich z drugiej strony. Czy, Draco i Hermiona też dołączą do walki? Aż jestem ciekawa jak pokażesz ich losy. Coraz bardziej ujmuje mnie Twoje opowiadanie i nie chce jego końca. Czytam od początku i mam nadzieję, że pojawisz się z jakimś nowym Dramione. Masz prawdziwy talent. To drugie opowiadanie czytam trochę sporadycznie, ale też się pojawiam. Wybacz tylko, że tak słabo komentuje.

    wierna czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :) Nie komentujesz słabo, zawsze Twoje słowa mnie motywują :)
      Cieszę się, że widzisz przemianę Dracona. Chłopak wiele przeszedł, a teraz ze wszystkich sił stara się dbać o swoją żonę i dziecko. Stał się bardziej odpowiedzialny.
      Co do kolejnego Dramione to wątpię, bym dała radę udźwignąć kolejną historię o nich na kilkadziesiąt rozdziałów. Myślę, że jeżeli wpadnie mi do głowy jakiś pomysł, pojawi się tu jako miniaturka.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Rozdział genialny :-) Czekam na kolejny!!!

    mojeminiopowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeeej, mega wzruszajacy rozdzial! Draco jest cudowny, no i swietna byla reakcja przyjaciol na widok Hermiony z dzieckiem i z Malfoyami ;D nie moge sie doczekac nastepnego! Weny zycze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za opinię i pozdrawiam ;)

      Usuń
  11. [Standardowo blogspot nie chce przyjąć długiego komentarza. Ostatnio dzieje się mi to nagminnie i mam ochotę uciąć blogspotowi ręce, o ile ten takie posiada. Wnoszę o zniesienie limitu znaków, panie blogspocie! Bo bardzo mnie irytuje dzielenie komentarza na części, nigdy nie wiem, w którym momencie mam to zrobić ; >]
    Hej!
    Jest mi strasznie głupio, że pojawiam się tutaj po tak długich nieobecnościach, więc postanowiłam, ze zrobię Ci niespodziankę i prezent. Wczytałam się bardzo dokładnie w treść rozdziału i nie mam pojęcia, czy masz betę czy nie, ale stwierdziłam, ze najwyżej ją trochę poprawię, a jeśli jej nie masz – podrzucę Ci przy okazji parę pomocnych zasad dotyczących poprawności. Wypisałam Ci więc znalezione przeze mnie błędy razem z zasadami, którymi się kierowałam, przy ich wytykaniu. Mam nadzieję, że z nich skorzystasz i nie masz mi za złe, że postanowiłam zrobić Ci taki prezent ; > Zazwyczaj czytelnicy nie wypisują błędów, a na przykład ja lubię, gdy ktoś mi parę takowych miło wytknie.
    [1] Różdżka była już uniesiona, jak topór w rękach kata. -> bez przecinka pomiędzy „uniesiona” a „jak”. Takowy przecinek stawiamy tylko wtedy, gdy po „jak” jest czasownik w formie osobowej, a w tym zdaniu taki nie występuje ; >
    [2] Z ciała Lucjusza ześlizgnęła się ta szata pewności i opanowania, którą zwykł wkładać. -> „ta” jest zupełnie zbędne i powoduje zgrzyt w czytaniu. Zwykłe „szata pewności i opanowania” zdecydowanie wystarczy.
    [3] Czuł, że zwaliła się na niego taka ulga -> „zwaliła” nie brzmi najlepiej… Już nie chodzi o to, ze niektórzy mogą mieć skojarzenia (dobra, pewnie tylko ja mam skojarzenia… Gimbaza mnie zepsuła, smutam : / ), ale też o to, że „zwalić” to wyraz potoczny a takich w narracji nie stosujemy. Szczególnie w trzecioosobowej.
    [4] — Mamo? — w głos Malfoya wkradła się niepewność. -> „w” należy zapisać wielką literą.
    [5] Hermiona niestety nie wiedziała, jak mają się sprawy Zakonu, a Muszelka zdawała jej się najbezpieczniejszym miejscem. - > „niestety” traktuje się jak wtrącenie, dlatego należy oddzielić je przecinkami. Chodzi o to, że przy robieniu tak zwanego wykresu zdania (obojętnie czy pojedynczego czy złożonego) „niestety” nie określa ani podmiotu, ani orzeczenia. Trudno więc powiedzieć, czy jest orzecznikiem, dopełnieniem czy przydawką. Z tego też względu barykadujemy go przecinkami ; >
    [6] Jej przyjaciel wyglądał jeszcze mizerniej niż ostatnim razem, te czarne włosy znów sterczały mu na wszystkie strony -> znów zbędne „te” i znów drobny zgrzycik ; > Wystarczą same „czarne włosy”.
    [7] Wciąż ma swoją dumę — zrozumiała zadumana Hermiona, nakładając szampon na splatane włosy -> zdanie powinno być zakończone kropką ; )
    [8] w którym mogli zażyć zasłużonego odpoczynku, przytuleni do siebie nawzajem. -> bez przecinka pomiędzy „odpoczynku” a „przytuleni”.
    [9] Niestety właśnie wtedy wydarzenia zaczęły przybierać niebezpieczny obrót. -> znów epizod z „niestety”.
    [10] — A ja z zaklęciami — nie chciała, aby to zabrzmiało tak uwodzicielsko, bo sytuacja emanowała powagą. -> kropka po „zaklęciami” i „nie” wielką literą. Nie mam pojęcia, czy znasz zasadę zapisu dialogów, ale stwierdziłam, że nic się nie stanie, jeśli ją tutaj przytoczę (choć może w tłumaczeniu najlepsza nie jestem). Jak znasz, to ją omiń, po prostu zauważyłam już dwa błędy w pisaniu dialogów, więc oto i jest:
    [1/2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż wyróżniamy dwa rodzaje zapisu dialogów:
      a) kiedy po wypowiedzi postaci nie stawiamy kropki, a zdanie po myślniku rozpoczynamy małą literą (bo ma ono związek z mówieniem, krzyczeniem, szeptaniem, pytaniem, potwierdzeniem i w sumie wszystkim tym podobnym), przykłady:
      - Weź się ode mnie odczep! – krzyknęła niepewnie, uciekając wzrokiem do witryny z książkami pani Musolfowej.
      - Zrobisz to dla mnie? – spytała Kornelia, która od dłuższego czasu próbowała nakłonić Rafała do przyjścia na dyskotekę.
      - Kupiłam – potwierdziła Ada energicznym ruchem głowy.
      b) kiedy po wypowiedzi postaci stawiamy kropki, a zdanie po myślniku rozpoczynamy wielką literą, przykłady:
      - Weź się odczep! – Jej wzrok był wbity w witrynę z książkami pani Musolfowej.
      - Zrobisz to dla mnie? – Kornelia już od dłuższego czasu próbowała nakłonić Rafała do przyjścia na dyskotekę.
      - Kupiłam. – Ada potwierdziła jego słowa energicznym ruchem głowy.
      Mam nadzieję, że jako tako Ci to wytłumaczyłam. Ewentualnie możesz poszukać coś na ten temat w Internecie albo mnie jeszcze podpytać ; )
      Co do rozdziału, to bardzo mi się podobał. Świetnie opisałaś moment, w którym Draco mordował swojego ojca. Oddałaś przy tym niesamowite emocje. Podobała mi się również atmosfera wspólnej kąpieli. Ten element był bardzo subtelny i delikatny; miło się go czytało. Nie był nachalny, a na swój sposób może i romantyczny? Takie stare dobre małżeństwo ; >
      Choć małżeństwem to oni dopiero będą! Niesamowicie się cieszę, że Draco oświadczył się Hermionie. Strasznie się jednak boję, że mimo wszystko do małżeństwa nie dojdzie… Co jeśli któryś z nich zginie teraz w Hogwarcie? Kurde, nie chce nic krakać, ale jestem pewna, że w Twojej głowie bytuje jakiś diaboliczny plan, dlatego pamiętaj: jak zabijesz Dracona albo Hermionę, to dowiem się, gdzie mieszkasz i zabiorę Ci wszystkie cytrynowe dropsy Dumbledore’a, jakie masz ; >
      Chyba tym krótkim wpisem pod notką nie chcesz powiedzieć, że następny rozdział będzie ostatnim w historii tego bloga? Owszem, wiem, że pisałaś mi, że kończysz to opowiadanie, ale… tak szybko?! Myślałam, że pojawi się jeszcze z kilka rozdziałów, a tu takie rozczarowanie… Chcesz skończyć tego bloga już do końca wakacji… No nic, pociesz mnie jedynie, że nie odchodzisz tym samym z blogosfery, a zaczynasz następne opowiadanie ^ ^
      Jak czytałam, że wszyscy stracili kilka kilogramów przez wojnę, to pierwszy raz stwierdziłam, że nie zazdroszczę im, że schudli. Zawsze patrzyłam zazdrosnym spojrzeniem na wszystkich, którzy oznajmiali mi, że pozbyli się zbędnego (a czasem i niekoniecznie zbędnego, bo odchudzali się „bowidzimisię” [dobra, ja też się przecież tak odchudzam : / ]) balastu, ale tym razem bohaterom nie zazdroszczę, bo wiem, że jest to efekt niesamowitego stresu, strachu i męczarni związanych z wojną.
      Stwierdzam, że chciałabym mieszkać w Muszelce. To takie ustronne miejsce, samotnia. Lubię takie chatki. Tylko by mi Internet musieli podłączyć i prąd. Wytrzymałabym nawet bez stałego dostępu wody, gazu i zasięgu telefonu ; > Ale od Internetu to już, niestety, jestem uzależniona. Tylko fejsbuś i od ostatniego tygodnia blogi mi w głowie ; >
      Całuję i czekam na następny rozdział, jednocześnie jeszcze raz przepraszając, że jestem tu dopiero dziś.
      Leszczyna <3
      PS Śliczny szablon! Przepiękne kolory ^ ^
      [2/2]

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że pomimo nieobecności postanowiłaś wszystko nadrobić. Niewiele osób tak robi. Dziękuję Ci za poświęcony czas, miłe słowa i... w ogóle za cały komentarz ^^

      Betę miałam kiedyś, obecnie piszę sama. Muszę przyznać, że ponieważ to opowiadanie jest dla mnie taką odskocznią i nie angażuję się w nie całkowicie, trochę przymknęłam oko na błędy.
      No masz rację, ,,zwaliła'' brzmi potocznie, ale nie sądzę, żeby to był błąd. W końcu bądź co bądź to opowiadanie o nastolatkach i to słowo brzmi dla mnie akurat trafnie do sytuacji ;)
      Przy tych ,,tych czarnych włosach'' chciałam coś podkreślić. Trudno mi to nazwać... Po prostu Harry miał charakterystyczne włosy, które często były w nieładzie, dlatego Hermiona nazwała je ,,tymi''.
      Pozostałe błędy już poprawiłam ;)
      Zasady zapisów dialogu znam całkiem dobrze, ale są chwile, gdy te reguły zacierają się i nie jestem pewna, jak potraktować dany dialog. Mimo wszystko dziękuję, że chciało Ci się tu przypomnieć o tych zasadach.

      Cieszę się, że spodobał Ci się fragment z kąpielą. Napisałam go spontanicznie, ale też mi się podoba, może nawet najbardziej z całego rozdziału.
      Co do losów Dracona i Hermiony, to dowiecie się niebawem. Nie chcę wam psuć niespodzianki ;) Coś tam diabolicznego mi się kołacze po głowie, ale nie chcę być nazbyt okrutna xD Chcę, by zakończenie miało słodko-gorzki smak.
      Tak, został jeszcze tylko jeden rozdział i epilog. Co prawda ostatnia notka wyszła trochę za bardzo opisowa i przydługa, bo chciałam w niej wszystko zmieścić, ale nic. Jak mówiłam, do końca wakacji chcę już mieć ten blog zamknięty.
      Tak, ja też im nie zazdroszczę takiej straty kilogramów, choć sama marzę o schudnięciu ;)
      Też myślę, że Muszelka to świetne miejsce do mieszkania ;)

      Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Rozdział fajny,:)
    Oświadczyny były the gest off. :D
    Czekam na kolejny.

    pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej :D
    Przepraszam, że nie skomentowałam ostatniego rozdziału, ale tak jakoś wyleciało mi z głowy :D
    Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Ten rozdział jest boski *.* Lucjusz nie żyję! Super! Draco w końcu się odważył na pozbycie się ojca.
    Ojej, ale mi szkoda pani Black :(
    Jak opisywałaś rozpacz tej trójki, zaczęłam płakać. Dobrze, że Hermiona nazwała, tak swoją córeczkę.
    DO MUSZELKI ! :D
    Ale fajny pomysł. Spotkali przyjaciół ! A Draco nawet rozmawiał z Harry'm i Ronem! Jestem z nich dumna! :D
    OŚWIADCZYŁ SIĘ !!!!!!!!!!! *.*
    Jak słodko!
    Mam nadzieję, że wszyscy przeżyją bitwę i będą wiedli długie, spokojne życie !
    Życzę duuużo weny i pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo dziękuję za ten komentarz ^^
      Nie wiedziałam właśnie, gdzie ich umieścić i stwierdziłam, że skoro Harry pierwotnie zatrzymał się w Muszelce, to oni też.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. Rozdział trzyma w napięciu do samego końca. Oświadczyny Malfoya były...po prostu...no brak mi słów. Ten jego gest był wart więcej niż najbardziej romantyczne oświadczyny jakie można sobie wyobrazić;)
    Mam nadzieję, że Twoja historia zakończy się szczęśliwie zarówno dla Dracona jak i Hermiony.
    Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział!
    A teraz taka mała reklama. Założyłam nowego bloga:
    http://more-than-enemies-dramione.blogspot.com/
    Jeżeli znajdziesz czas, to serdecznie na niego zapraszam.
    Pozdrawiam!
    V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Też myślę, że w oświadczynach nie liczy się pierścionek, a uczucie.
      Hm, wybacz, ale ostatnio ledwo zmuszam siebie do czytania opowiadań na mojej stałej liście.
      Pozdrawiam.

      Usuń

Obserwatorzy