INFORMACJA



Zapraszam was do siebie na Facebooku :)

NOWE OPOWIADANIE, ZAPRASZAM :)

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 14: W objęciach zapomnienia

A więc to już kwestia minut…Wejdą tam razem, wbrew wszystkim prawom i zatracą w swoich objęciach…Nie ma odwrotu. Tylko jak to będzie, tańczyć ze swoim wrogiem, a zarazem dawnym przyjacielem?
Hermiona zarumieniła się na myśl o tym, zamaszystym ruchem spłukując pachnący szampon. Potem przyłożyła różdżkę do mokrych włosów i szepnęła zaklęcie, które je ładnie wysuszyło. W tym samym czasie w lustrze zobaczyła Ginny, która miała na sobie już elegancką, fioletową suknię. Jej oczy i usta były uwydatnione makijażem.
- Widziałaś moją wstążkę? - zapytała, rozglądając się po łazience. Brązowowłosa pokręciła głową z uśmiechem.
- Już gotowa?
- Tak, nie chcemy się z Harry’m spóźnić.
Hermiona kiwnęła głową, odłożyła różdżkę i wzięła do ręki złotą suknię, którą zamierzała na siebie włożyć. Miała nadzieję, że będzie wyglądać ładnie. Musiała wyglądać ładnie, żeby nie kontrastować z urodą Dracona.
No bez przesady! Chciała po prostu dobrze się czuć.
- Powiesz mi wreszcie z kim idziesz? - zapytała Ginny. Wplatała właśnie wstążkę w rude pukle, a jej oczy niemal błyszczały z ciekawości.
- Zobaczysz - powiedziała po raz setny Hermiona i wsunęła się w swoją kreację z bijącym sercem. Suknia idealnie opinała jej zgrabne ciało.
- Jej, kim on może być, że tak to skrywasz? Mam nadzieję, że nie Malfoy’em... - zażartowała rudowłosa, ale zaraz jej głos spoważniał, gdyż policzki koleżanki przybrały odcień różu - Miona? Czemu się czerwienisz?
- Wcale się nie czerwienię…- wyjąkała nieporadnie Hermiona, błądząc wzrokiem po ścianie. Ginny przyłożyła dłoń do ust w geście zdumienia.
- Nie wierzę! Ty i on?
- Nie obraź się, ale zajmujesz łazienkę - brązowowłosa szybkim ruchem wypchnęła protestującą Ginny z pomieszczenia i zatrzasnęła za nią drzwi, dysząc lekko. Jej twarz była już zupełnie czerwona, ale nie mogła nic poradzić na swoje zmieszanie. Powinna się spodziewać, że tak właśnie wszyscy zareagują na prawdę. Totalnie zwariowała, zgadzając się na ten układ, lecz nie miała wyboru. Malfoy przynajmniej nie będzie chciał jej pocałować przy pierwszej okazji.
A może jednak?
Z zamyślenia wyrwały ją krzyki Ginny, która bezskutecznie dowalała się do drzwi.
- Daj sobie spokój! - warknęła Hermiona, zirytowana tą całą sytuacją.
- Ale…to naprawdę nie jest dobry pomysł. Temu gadowi nie można ufać!
- Poradzę sobie.
Za drzwiami rozległo się westchnienie, a potem tupot oddalających się kroków. Hermiona wypuściła powietrze z płuc i wróciła do robienia makijażu. Miała nadzieję, że paskudne rumieńce za te dziesięć minut znikną z jej twarzy.
 
 
Draco stał u stóp schodów, czekając na swoją towarzyszkę. Miał na sobie elegancką, śnieżną koszulę, kontrastującą z nią ciemną kamizelkę i czarne spodnie. Jasne włosy ułożył w artystycznym nieładzie, co dawało olśniewający efekt. Wszystkie dziewczyny, które schodziły na dół, rzucały na niego pożądliwie spojrzenia. Wyjątkiem była Pansy, która minęła go z obrażoną miną i Ginny Weasley, której oczy z niewiadomych przyczyn ciskały w jego stronę gromy.
Chłopak westchnął i zerknął na zegar, wiszący naprzeciw drzwi do Wielkiej Sali. Właśnie wybiła szósta wieczorem, czyli czas rozpoczęcia balu. Gdzie więc się podziała ta Granger? Miał nadzieję, że nie stchórzyła, bo nie chciało mu się uganiać za nową partnerką!
Nagle usłyszał stukot pantofli i obrócił się. Widząc schodzącą brązowowłosą zamierzał się uśmiechnąć ironicznie, ale jego wargi mimowolnie wygięły się w kształcie litery ,,o’’. A to dlatego, że Hermiona zrobiła na nim wielkie wrażenie. Jej ciało okrywała piękna, złota suknia, ozdobiona od pasa w dół falbanami. Jej ramiona były całe obnażone, gdyż elegancki strój zawiązany był za szyją na cienkim materiale. Ubranie uwydatniało także biust dziewczyny, od którego Draco przez chwilę nie umiał oderwać wzroku. A gdy już mu się to udało zatrzymał go na twarzy Hermiony, którą okalały brązowe fale. Oczy dziewczyny jarzyły się spod gęstych rzęs, a usta błyszczały zachęcająco poziomkową czerwienią.
Nie wyglądała już jak słodka dziewczynka z placu zabaw. Nie wyglądała już jak zamyślona dziewczyna ze stosem książek. Wyglądała po prostu jak anioł.
Serce w blondynie zamarło, ale zaraz się opanował, przybierając luźną minę. Zauważył, że i ona analizuje jego ubranie, a jej policzki pod delikatną warstwą pudru nabierają barwę pąsu.
- Chyba się trochę spóźniłaś - wykrztusił Draco jako pierwszy. Przewróciła oczami.
- Chcesz mi prawić kazania czy wejść ze mną do sali?
- Uznajmy, że to drugie.
Stanęła u jego boku, a on poczuł jej perfumy, przywodzące na myśl kwiaty. Teatralnym gestem podał jej ramię, a ona je chwyciła i razem ruszyli do drzwi. Ich serca biły dwa razy szybciej, gdy otworzyli wrota, wchodząc do pięknie ozdobionej Wielkiej Sali. Pomieszczenie wypełniała już muzyka, a na parkiecie tańczyło wiele ładnie ubranych par. Kilka głów obróciło się w stronę przybyszów, a każda mina wyrażała zaskoczenie. Hermiona pochwyciła pełne zdumienia i nienawiści spojrzenie Rona, niezadowolony wzrok Ginny i niemile zdziwioną twarz Harry’ego.
- To jest Hermiona Granger? Ona przyszła z Malfoy’em? Czy ja dobrze widzę? - rozległo się kilka szeptów. Blondyn i brązowowłosa nie zatrzymując się weszli na parkiet i stanęli naprzeciw siebie. Draco czarująco wyciągnął ku niej dłoń.
- Nie przejmuj się nimi – mruknął - My mamy się dobrze bawić.
- Wiem - odszepnęła i ujęła jego chłodną dłoń. Swoją rękę skierowała na jego ramię, czując jego dotyk na talii. Nieśmiałym ruchem rozpoczęli taniec, unikając swojego wzorku. Draco obawiał się jej oczu, wydawało mu się, gdy w nie spojrzy, zatraci się już zupełnie i zrobi coś głupiego. Hermiona za to była zbyt oszołomioną jego bliskością, by jeszcze wytrzymać te szare tęczówki.
Początkowo tańczyli wolno i spokojnie. Ich ręce sztywno spoczywały na ciele partnera, a nogi niepewnie stawiały kroki. Draco nigdy nie był nieśmiały i miał doświadczenie w sprawach kobiet, ale ona…obezwładniała go, a równocześnie niesamowicie pociągała. Hermiona czuła się za to niesamowicie skrępowana, miała wrażenie, że wszyscy się na nich gapią i że chłopak w duchu drwi sobie z niej, ale nie chciała przerywać tego tańca. Bo dotyk blondyna był przyjemny, a ona sama dobrze czuła się w jego ramionach…Pamiętała, że jako dzieci ciągle spędzali ze sobą czas i nie bali się swojej bliskości, która dla nich wręcz naturalna. Ale teraz każde zetknięcie ciał powodowało dreszcz i przyśpieszało bicie serca.
Bal trwał i trwał, ale dla nich nie istniało już nic innego, prócz ich złączonych dłoni i tanecznych kroków. Piosenki zmieniały się co kilka minut i Hermiona już nie była pewna, do której z kolei właśnie pląsają. W pewnej chwili odważyła się wreszcie spojrzeć na chłopaka i zobaczyła w jego oczach dziwne emocje. Nie było chłodu czy złości. Tylko czyste ciepło. Uśmiechnął się do niej, a ona to odwzajemniła, czując się znacznie lżej. Już nie krępował jej ruchów. Przeciwnie, pobudzał ją do dalszego tańca.
- Czyżbyś nie żałowała, że przyszłaś tu ze mną? - zapytał, układając  usta we figlarnym uśmiechu. Chciał tak bawić się przez całe życie, nie opuszczać tej sali i mieć Hermionę blisko siebie…
- Nie mówiłam, że żałuję.
- Ale nie tańczysz ze mną, bo chciałaś, tylko dlatego, że nie miałaś wyjścia. Czy teraz nie żałujesz?
- Jeśli cię to ucieszy to nie. Nie żałuję - uśmiechnęła się lekko i niespodziewanie przystanęła. Draco też to zrobił, rzucając jej pytające spojrzenie.
- Potrzebuję przerwy…- wyjaśniła i zerknęła na zegar - O rany, tańczyliśmy ponad godzinę!
- Ze mną czas szybko leci.
- Niewątpliwie.
Podeszli do stolika, gdzie Hermiona z ulgą opadła na krzesło. Draco zajął miejsce obok niej, dopiero teraz zdając sobie sprawę ze swojego zmęczenia. Dziewczyna nalała sobie soku do kieliszka, a chłopak zaczął obserwować inne pary. Zabawa trwała w najlepsze, choć dużo osób też postanowiło na chwilę odpocząć. Jego wzrok zahaczył o Rona, który siedział obok Lavender Brown. Rudowłosy odpowiedział mu najbardziej gniewnym spojrzeniem, na jakie go było stać.
- Twój kolega jest zły - zauważył Draco, biorąc kieliszek do ręki. Hermiona westchnęła.
- Wiem…Ale co ja mogę zrobić? Miłość nie wybiera.
- Masz rację - mruknął, wpatrując się w swój czerwony sok - Albo wybiera, tylko, że najgorzej jak potrafi.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i nie skomentowała tego, bo nie rozumiała, albo nie chciała rozumieć do czego on zmierza.
- Chcesz się przejść? - zaproponowała nagle. Ten pomysł wpadł jej do głowy spontanicznie, po prostu chciała trochę uwolnić się od tego hałasu i zejść Ronowi z widoku.
- Skoro chcesz…
Wstali z krzeseł i ruszyli do wyjścia. Przeszli przez kamienny korytarz, wychodząc na jeden z dziedzińców. Ich uszy otuliła przyjemna cisza, zakłócana tylko przez skrzypnięcia śniegu pod butami. Ciemne niebo lśniło gwiazdami, a chłodny wiatr owiewał ich ciała.
- Nie jest ci zimno? - zapytał po chwili Draco, patrząc na jej kuszące nagie ramiona.
- Wytrzymam… - zapewniła, jednak otuliła się rękami w celu ogrzania - Ale od kiedy jesteś taki troskliwy?
- Wolisz, żebym o nic nie dbał?
- Nie o to chodzi. Po prostu…zapamiętałam cię jako nieczułego i egoistycznego Ślizgona- uśmiechnęła się, mówiąc ostatnie słowo.
- Hermiono, dobrze wiesz, że nie zawsze taki byłem.
Zrobił to. Po raz pierwszy od wielu lat nawiązał do przeszłości, do ich wspólnej przeszłości, która wciąż żyła w ich sercach…
- Ale się zmieniłeś. I mam wrażenie, że teraz znów się zmieniasz.
- I to cię tak irytuje? - zapytał, widząc rozdrażnienie w jej oczach.
- Tak, bo nie umiem się już połapać w twoich humorach! - stanęła naprzeciw niego z jakimś bólem wypisanym na twarzy - Lubisz mnie, potem nie chcesz znać! Obrażasz, a teraz martwisz się o mnie! Nienawidzisz, a następnie…
- Ja cię nigdy nie nienawidziłem - wyznał ze szczerością w głosie - To wszystko przez moją rodzinę, moje pochodzenie, moje przekonania…Ale nie potrafiłbym cię znienawidzić, choć tobie to pewnie przychodzi z łatwością.
Dziewczyna otworzyła usta ze zdumienia. Czy on właśnie zaprzeczył temu, co uważała za pewnik przez sześć lat?
- Draco…ja też nigdy nie czułam do ciebie nienawiści. Denerwowałeś mnie, owszem, ale ja wciąż wierzyłam, że kiedyś się pogodzimy i będzie jak dawniej – gdy zdała sobie sprawę, że to prawda jej oczy rozświetliły łzy - Że ponownie będziesz moim przyjacielem…Bo ja nie potrafię zapomnieć o tobie. Możesz na mnie krzyczeć, lecz ja nadal mam nadzieję…
- Jaką nadzieję, Hermiono? - chłopak uchwycił jej twarz w dłonie, a jego spojrzenie stało dziwnie rozpaczliwe.
- Że zależy ci na mnie - wydusiła, niemal drżąc pod jego dotykiem.
- Bo tak jest…
Uniosła brwi w zaskoczeniu, a on zacisnął wargi w wąską linię w geście bezsilności. Wpatrywali się chwilę w siebie. Jego szybki oddech mierzwił grzywkę dziewczyny, podczas gdy ona rumieniła się coraz bardziej pod wpływem jego bliskości. Jednak mijały kolejne sekundy, a żadne z nich nie miało odwagi na dalszy krok, choć serca tego chciały. Draco zapragnął ją pocałować, ale powstrzymywały go ostre słowa ojca. Gdyby to zrobił zburzyłby swój cały świat i zaprzepaścił wszelkie plany, ale za to rozświetlił panującą w jego duszy ciemność. Ten wybór ociekał niesprawiedliwością.
W końcu blondyn oddalił dłonie od jej policzków, spuszczając wzrok. Czuł smutek, ale nie mógł pozwolić sobie na zapomnienie. Nie teraz, nie gdy wojna wisiała w powietrzu, a on miał stanąć po złej stronie.
W jej czekoladowych oczach pojawił się zawód i lekka irytacja. Widocznie miała mu za złe, że nie wykorzystał okazji. Oczywiście gdyby znała prawdę powstrzymałaby swój gniew.
- Chyba powinniśmy już wracać - szepnęła Hermiona sucho i odwróciła się w stronę zamku. I w tej właśnie chwili Draco nawiedziło poczucie, że nie może tego tak zostawić. Nie obchodził go już cały świat, nie baczył na zasady ojca, chciał jedynie poczuć jej ciepło…
- Hermiono…- niespodziewanie zacisnął palce na ręce brązowowłosej i przyciągnął ją do siebie. Była zaskoczona, ale nie protestowała, pozwalając na ponowne zetknięcie się ich ciał. Draco zamknął oczy i złożył na ustach dziewczyny pocałunek. Jej słodkie wargi po chwili oszołomienia odpowiedziały z czułością i pożądaniem, a ręce rozpoczęły wędrówkę po jego ciele. Napełniony radością chłopak wplótł palce w jej gęste włosy, zatracając się w rozkoszy.
To szaleństwo…
Nie, to szczęście…
I raj…
Wszystkie myśli wyparowały Hermionie z głowy, chciała jedynie jego zmysłowych ust. Serce dziewczyny było bliskie wydostania się z jej piersi, ale nie przejmowała się tym. Liczył się tylko on.
Pierwszy pocałunek i pierwszy krok do śmierci.
 

2 komentarze:

  1. Sevi ale tak naprawdę Basia21 stycznia 2014 19:47

    To było po prostu piękne...
    natropiepottera.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy